Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polska. Pokaż wszystkie posty
piątek, 6 maja 2022
sobota, 17 kwietnia 2021
piątek, 2 kwietnia 2021
piątek, 26 marca 2021
piątek, 12 marca 2021
niedziela, 2 sierpnia 2020
Nigeryjczyk żołnierzem Powstania Warszawskiego!
Powyżej możecie zobaczyć tekst w formie video!
1 sierpnia 1944 roku, o 17stej rozpoczyna się "godzina W" czyli początek Powstania Warszawskiego. 2 sierpnia 2019 roku, prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski odsłania, u zbiegu pasażu Wiecha i ul. Chmielnej w Warszawie, obelisk ku czcci czarnoskórego powstańca Augusta Agboli Browne. Ale to nie jedyny przypadek cudzoziemca, który walczył o Warszawę, ryzykując przy tym swoje życie. Ja nazywam się Janek, a dzisiaj o Auguście i niesamowitych ludziach i nierównej walce w lecie 1944 roku
August urodził się w Nigerii w 1895 roku. Będąc młodym chłopakiem pływał na statkach po całym świecie. Na początku dostał się on do Wielkiej Brytanii, potem do Wolnego Miasta Gdańska. W 1922 roku zamieszkał w Warszawie na ulicy Złotej. Z zawodu był muzykiem jazzowym, grywał na perkusji w restauracjach i hotelach.
Z racji, że jest nieścisłość w kwestii nazwisk - August Agbola (lub Agbala) Browne (lub O’Browne) - to w materiale będę po prostu mówił o Auguście
„Opowiadał wszystkim, że jest poliglotą i że zna 5 języków. Przed samą wojną spotykałem go dość często, ot tak, na ulicy, gdzieś na Marszałkowskiej, bliżej Ogrodu Saskiego. Zapamiętałem go jako faceta dość przystojnego, postawnego i niezwykle eleganckiego. Chodził w jasnych garniturach i kolorowym krawacie, no i oczywiście nosił stosowne kapelusze, jakieś borsalino. Bez wątpienia był człowiekiem inteligentnym i bystrym”. Andrzej Zborski dla "Jazz Magazine"
August też lubił kobiety. Wziął ślub z Polką, pochodzącą z Krakowa i miał z nią dwóch synów: Ryszarda urodzonego w 1928 roku oraz Aleksandra, rocznik 1929. Ślub wzięli w Krakowie, a był on na tyle sensacyjny, że pisała o nim też krakowska prasa. Po czym trafił w roku 1932 do gazety "Tajny Detektyw". Tam ukazał się - co było dość rzadkie - anons zrozpaczonej żony, poszukującej swojego męża.
Autorką anonsu była żona Augusta, która mieszkała w Krakowie, wraz z dwójką dzieci państwa Browne. Ich ojciec mieszkał w Warszawie dalej przy ulicy Złotej - bo twierdził, że stamtąd miał blisko do lokalu Caveau Caucasien, który mieścił się w piwnicach Filharmonii, gdzie zapewne pracował.
Ciekawostką jest to, że kiedy wybucha w 1939 roku wojna, to żona Augusta z synami trafia do obozu przejściowego. Jednak jako żona Brytyjczyka, bo takim obywatelstwem się August posługiwał, udaje się trafić do Wielkiej Brytanii. Razem z nią trafia tam dwójka synów, a udaje się to cudem. Po prostu zostali wymienieni na analogiczną grupę niemieckich cywilów zatrzymanych na Wyspach Brytyjskich.
Tymczasem August całą wojnę zostaje w Polsce. Trudnił się handlem urządzeniami elektrycznymi. No i oczywiście oprócz tego współpracował z Armią Krajową, kolportując prasę podziemną. Po wybuchu powstania walczył w Południowym Śródmieściu pod pseudonimem "Ali",a dokładniej działał w łączności, w centrali telefonicznej.
Uściślając, walczył w batalionie „Iwo” na terenie Śródmieścia w rejonie ulic Wspólnej, Wilczej, Marszałkowskiej, Hożej, tam gdzie mieszkał jeszcze przed wojną.
Po wojnie niewiele o nim wiadomo. Wiemy na pewno, że rejestruje się w Związku Bojowników o Wolność i Demokrację potocznie znanym jako ZBoWiD, gdzie przyznaje się do działania w AK. Stąd też dowiadujemy się, że w 1949 roku był zatrudniony w Wydziale Kultury i Sztuki Zarządu Miejskiego w Warszawie. Lata 50 to też dla Augusta granie jako muzyk w lokalach warszawskich.
W 1952 lub 1953 roku bierze ponownie ślub. Jego wybranką jest Olga Miechowicz. Dziennikarz Wojciech Karpieszuk w 2011 roku, w wyniku swojego śledztwa tak pisze o nowej żonie Augusta: "Uchodziła w rodzinie za starą pannę, zbyt wybredną, żeby znaleźć sobie męża, w latach powojennych pracowała w sklepie muzycznym przy Alejach Jerozolimskich, gdzie poznała przystojnego czarnoskórego muzyka, starszego od niej o 20 lat."
August z nową żoną uciekają do Wielkiej Brytanii w czasie odwilży w 1956 roku. Trzy lata później rodzi się jedyna córka Augusta i Olgi - Tatiana. W 1976 roku, dwadzieścia lat po przybyciu na wyspy, August Agbola Browne umiera.
Wróćmy jeszcze do Powstania Warszawskiego. W jego trakcie, do walki z okupantem, przyłącza się około 300 obcokrajówców - Węgrzy, Słowacy, Gruzini, Francuzi, Belgowie, Holendrzy, Grecy, Brytyjczycy, Włosi, Ormianie, Rosjanie, a także pojedynczy obywatele: Azer, Czech, Ukrainiec, Rumun, Australijczyk i wspomniany Nigeryjczyk Ali.
Warto tu wspomnieć, że szeregi powstańcze wspierali też dezerterzy z armii wroga. Najbardziej znamiennym przykładem był podoficer Luftwaffe Willy Lampe. Szkolił on powstańców z obsługi niemieckiej broni. Są też ciekawe zapiski odnośnie Węgrów, którzy walczyli po stronie okupanta. Jak można się dowiedzieć, podczas pacyfikacji Puszczy Kampinoskiej, którą zlecono oddziałowi węgierskiemu, do polskiego dowództwa dotarł taki oto meldunek:
"Posyłają nas, to musimy iść, ale z Polakami nie chcemy się bić. Przejdziemy tylko przez Puszczę i jak nas nie będą zaczepiali, to my nic nie chcemy wiedzieć".
czwartek, 9 lipca 2020
Polskie miejscowości, które NIE ISTNIEJĄ!
Polska w ostatnich dekadach, bardzo się rozwinęła. Co roku oddawane jest mnóstwo nowych budynków, miasta rozbudowują się , powstają zupełnie nowe dzielnice. Również wsie się zmieniają. Jednak kiedyś nie było tak - aż do końca XX wieku, sytuacja wielu miejsc nie była zbyt kolorowa i do dzisiaj wiele miejsc nie do końca bezpiecznych, ale idealnych do urbexowych ekspedycji... Ja nazywam się Janek, to jest Janek Pisze, a dzisiaj opowiem o polskich miejscowościach, które niestety już nie istnieją!
Ten tekst możesz również zobaczyć w formie video na moim kanale YT:
Zapraszam do subskrypcji kanału i kliknięcia w dzwoneczek, ponieważ inspiracją do powstania tego materiału był mój poprzedni odcinek na kanale, w którym opowiedziałem o jeziorze Czorsztyńskim.
Na dnie tego akwenu pewnie można do tej pory znaleźć pozostałości wsi Maniowy, która musiała być zburzona by to miejsce mogło powstać. Więcej dowiecie się oglądając moje video "Czy czeka nas nowa powódź tysiąclecia?".
W 1997 roku dzięki temu obiektowi uniknęliśmy naprawdę ogromnej katastrofy spowodowanej kataklizmem powodziowym.
Aby regulować gospodarkę wodną Polski również powstało również wiele innych zbiorników wodnych np. dolnośląskiej Huty Miedzi Legnica - znajduje się on na terenie gruntów miejscowości Białka. Ta wieś również nie istnieje - wszystkie zabudowania i drogi zostały rozebrane w 1994 roku. Tym razem powodem była szkodliwość wspomnianej huty.
Jeśli już jesteśmy przy hucie to warto wspomnieć też o krakowskiej Nowej Hucie. Tutaj wkracza również historia, bo po II Wojnie Światowej, pod naciskiem Związku Radzieckiego i samego Stalina, powstała Nowa Huta.
Oczywiście, to w dużej mierze pojedyncze obiekty, ale wsie przestały istnieć. Zresztą wpływ historii XX wieku jest niemały jeśli chodzi o nieistniejące miejscowości. W 1947 roku została poprowadzona granica państw między innymi dokładnie przez środek miejscowości Czerwony Strumień, w woj. dolnośląskim - Poprowadzony tam podział terytorialny Polski i Czechosłowacji oczywiście spowodował zakończenie istnienia tego miejsca.
Kolejnym świetnym przykładem jest majątek ziemski Barnisławiec, tuż przy granicy z Niemcami, a po II Wojnie Światowej graniczący z NRD. Od tych ziem w linii prostej do granicy było pół kilometra. W 1945 roku przejęty majątek miał stać się częścią PGRu Barnisław, ale dziwnym trafem został w tym samym roku uszkodzony i w całości rozebrany.
W Polsce do 1989 roku istniały też miejscowości, które były tajne i wyłączone spod prawa PRL. Oczywiście mowa tu o ośrodkach wojskowych, radzieckich, które były możnaby rzec "białymi plamami" - zazwyczaj na mapach oznaczone jako tereny leśne.
Zanim przejdziemy do tego tematu, warto dodać, że Polska Rzeczpospolita Ludowa też miała takie miejsca - świetnym przykładem jest tajny ośrodek wypoczynkowy "Komoran" w Łańsku na granicy Warmii i Mazur.
W takim miejscu mogły znajdować się tylko osoby z władzy, wtajemniczone. "WCZ" to był podstawowy warunek egzystencji w takim miejscu. Czym był? Kablem telefonicznym zwanym tak od "wysokiej częstotliwości", gdzie władza nie dość, że nie mogła być podsłuchiwana, to jeszcze musiała mieć bezpieczny kontakt z warszawską centralą. Obsługa również była zmuszona zachowania sekretu. Wszystkie drogi prowadzące do danej miejscowości miały mylące znaki, a jak nie daj Boże ktoś się tutaj wybrał na przykład szukając w lesie grzybów, to nagle spotykał żołnierza, który kazywał mu szybko zawrócić. Dzisiaj "Komoran" jest na sprzedaż, więc kto bogatemu zabroni! Zresztą opuszczone ośrodki wczasowe czasów PRL to temat na osobny odcinek. A co Wy o tym sądzicie?
OK, ale wróćmy do sekretnych wojskowych baz radzieckich.
Przykładami są: Borne Sulinowo, Kłomino w obecnym województwue zachodniopomorskim i Pstrąże w województwie dolnosląskim - to świetne przykłady takich miejsc.
Pierwsza z tych miejscowości istnieje do dzisiaj.
Jednak pozostałe nie miały tyle szczęścia. Tuż nieopoadal Bornego Sulinowa, można do dzisiaj znaleźć opuszczone budynki, tworzące kiedyś Kłomino. Obydwa miejsca znajdują się w województwie zachodnio-pomorskim. Historia, pamiętająca czasy Hitlera, a po 1945 roku Związku Radzieckiego, teraz stanowi już teren w pełni Polski. Świetnie obrazują to materiały Polskiej Kroniki Filmowej z początku lat 90-tych.
Te 3 miejsca nierozerwalnie związane były z wojskowym Układem Warszawskim, kontrą NATO. W sieci znajdziecie mnóstwo materiałów, a historia tych miejsc jest niesamowicie ciekawa, więc polecam szukać.
A na sam koniec też nieistniejąca już dzisiaj miejscowość Stary Hel.
Ten tekst możesz również zobaczyć w formie video na moim kanale YT:
Zapraszam do subskrypcji kanału i kliknięcia w dzwoneczek, ponieważ inspiracją do powstania tego materiału był mój poprzedni odcinek na kanale, w którym opowiedziałem o jeziorze Czorsztyńskim.
Na dnie tego akwenu pewnie można do tej pory znaleźć pozostałości wsi Maniowy, która musiała być zburzona by to miejsce mogło powstać. Więcej dowiecie się oglądając moje video "Czy czeka nas nowa powódź tysiąclecia?".
W 1997 roku dzięki temu obiektowi uniknęliśmy naprawdę ogromnej katastrofy spowodowanej kataklizmem powodziowym.
Aby regulować gospodarkę wodną Polski również powstało również wiele innych zbiorników wodnych np. dolnośląskiej Huty Miedzi Legnica - znajduje się on na terenie gruntów miejscowości Białka. Ta wieś również nie istnieje - wszystkie zabudowania i drogi zostały rozebrane w 1994 roku. Tym razem powodem była szkodliwość wspomnianej huty.
Jeśli już jesteśmy przy hucie to warto wspomnieć też o krakowskiej Nowej Hucie. Tutaj wkracza również historia, bo po II Wojnie Światowej, pod naciskiem Związku Radzieckiego i samego Stalina, powstała Nowa Huta.
Oczywiście, to w dużej mierze pojedyncze obiekty, ale wsie przestały istnieć. Zresztą wpływ historii XX wieku jest niemały jeśli chodzi o nieistniejące miejscowości. W 1947 roku została poprowadzona granica państw między innymi dokładnie przez środek miejscowości Czerwony Strumień, w woj. dolnośląskim - Poprowadzony tam podział terytorialny Polski i Czechosłowacji oczywiście spowodował zakończenie istnienia tego miejsca.
Kolejnym świetnym przykładem jest majątek ziemski Barnisławiec, tuż przy granicy z Niemcami, a po II Wojnie Światowej graniczący z NRD. Od tych ziem w linii prostej do granicy było pół kilometra. W 1945 roku przejęty majątek miał stać się częścią PGRu Barnisław, ale dziwnym trafem został w tym samym roku uszkodzony i w całości rozebrany.
W Polsce do 1989 roku istniały też miejscowości, które były tajne i wyłączone spod prawa PRL. Oczywiście mowa tu o ośrodkach wojskowych, radzieckich, które były możnaby rzec "białymi plamami" - zazwyczaj na mapach oznaczone jako tereny leśne.
Zanim przejdziemy do tego tematu, warto dodać, że Polska Rzeczpospolita Ludowa też miała takie miejsca - świetnym przykładem jest tajny ośrodek wypoczynkowy "Komoran" w Łańsku na granicy Warmii i Mazur.
W takim miejscu mogły znajdować się tylko osoby z władzy, wtajemniczone. "WCZ" to był podstawowy warunek egzystencji w takim miejscu. Czym był? Kablem telefonicznym zwanym tak od "wysokiej częstotliwości", gdzie władza nie dość, że nie mogła być podsłuchiwana, to jeszcze musiała mieć bezpieczny kontakt z warszawską centralą. Obsługa również była zmuszona zachowania sekretu. Wszystkie drogi prowadzące do danej miejscowości miały mylące znaki, a jak nie daj Boże ktoś się tutaj wybrał na przykład szukając w lesie grzybów, to nagle spotykał żołnierza, który kazywał mu szybko zawrócić. Dzisiaj "Komoran" jest na sprzedaż, więc kto bogatemu zabroni! Zresztą opuszczone ośrodki wczasowe czasów PRL to temat na osobny odcinek. A co Wy o tym sądzicie?
OK, ale wróćmy do sekretnych wojskowych baz radzieckich.
Przykładami są: Borne Sulinowo, Kłomino w obecnym województwue zachodniopomorskim i Pstrąże w województwie dolnosląskim - to świetne przykłady takich miejsc.
Pierwsza z tych miejscowości istnieje do dzisiaj.
Jednak pozostałe nie miały tyle szczęścia. Tuż nieopoadal Bornego Sulinowa, można do dzisiaj znaleźć opuszczone budynki, tworzące kiedyś Kłomino. Obydwa miejsca znajdują się w województwie zachodnio-pomorskim. Historia, pamiętająca czasy Hitlera, a po 1945 roku Związku Radzieckiego, teraz stanowi już teren w pełni Polski. Świetnie obrazują to materiały Polskiej Kroniki Filmowej z początku lat 90-tych.
Te 3 miejsca nierozerwalnie związane były z wojskowym Układem Warszawskim, kontrą NATO. W sieci znajdziecie mnóstwo materiałów, a historia tych miejsc jest niesamowicie ciekawa, więc polecam szukać.
A na sam koniec też nieistniejąca już dzisiaj miejscowość Stary Hel.
Etykiety:
archiwalne,
historia,
janek,
janek gada,
komunisci,
komunizm,
kronika,
miejsca,
miejscowości,
opuszczone,
opuszczone miejsca,
polska,
powódź,
prl,
szok,
turystyka,
urbex,
wojsko,
zimna wojna,
zsrr
piątek, 10 kwietnia 2015
Rosjanie są winni... Polacy również! Smoleńsk 2015 - 8 punktów
Starałem się dzisiaj pomijać temat tragedii z 2010 roku. Powodów było parę.
Zanim cokolwiek napiszę, to od razu stwierdzę, że czasem teorie spiskowe były aż zbyt prawdziwe. Jakkolwiek podchodzę racjonalnie do życia, jednak do rzeczy
Rosjanie zawinili bo:
1. Wrak samolotu i czarne skrzynki leżące od 5 lat w Rosji nie zwiastują niczego dobrego. Nawet jeśli przyjmiemy, że nikt przy tym nie "majstrował" to samo przeciąganie samo tworzy domysły i spiski i wtedy rzeczywiście może być coraz bardziej wyczuwalny "smród". Teorie spiskowe 1:0
2. Przedłużające się śledztwo bez wsparcia międzynarodowego daje tylko wzmocnienie tego "smrodu" i teorie spiskowe tylko wstają przyklaskują temu... Teorie spiskowe 2:0
3. Jeśli połączymy to z obecną postawą mieszkańców Rosji i jej wrogości do Zachodu to zaraz możemy usłyszeć, że to polscy piloci byli samobójcami. W końcu już jeden taki się niedawno temu ujawnił, ale o doświadczeniach to chyba już nam nie opowie za wiele... Teorie spiskowe 3:0
4. Wszystkie trzy punkty wyżej podbija mocno w górę fakt zbudowania w okolicy tragedii salonu samochodowego. Co ciekawe, na pomnik Rosjanie nie chcą się zgodzić i przeciągają, między innymi z powodu stawiania go na grobach "czerwono-armistów". Jednak by na grobach sprzedawano nowiutkie cztery kółka - to już na to jest przyzwolenie. Teorie spiskowe 4:0
Polacy zawinili:
1. Rządzący mieli i dalej mają zbyt małe jaja by być liczącym się graczem. Największym problemem Polski jest to, że jest krajem tranzytowym, bez dużego zaplecza gospodarczego czy militarnego, w dużej mierze wyprzedanym (takie fakty), gdzie niestety to zaniża nasz poziom na arenie międzynarodowej. Jednak by "wybrańcy narodu" godnie (bez wywyższania i bez skomlenia) nas reprezentowali to bardzo daleka droga (żaden z prezydentów Polski po 1989 roku nie zbliżył się nawet o ułamek skali do takich wybitnych postaci jak np. Piłsudski)
2. Polacy mądrzy po szkodzie, ale nie tej. Zamiast wchodzić w jałowe dyskusje i się błotem obrzucać w każdym komentarzu, może warto by pokazać WSPÓLNIE rządzącym, że chcemy by w tej kwestii zaczęli sensownie działać (chociaż już i tak jest za późno na takie działania...). W tej kwestii jeszcze jedno - jeśli mówicie tutaj, że zginęła "elita PiSu" to chyba nie znacie nazwisk ludzi, którzy byli na pokładzie tego strasznego w skutkach rejsu...
3. W Rosji media manipulują, w Polsce mają ograniczone pole widzenia. Nie wierzę nigdy w obiektywizm, zawsze każdy z nas patrzy subiektywnie, ale k*rwa mać bez przesady, a jeśli już przesadzamy to z kontr-artykułami, a nie "jedno-wyznaniowcy".
4. Głupota - wzajemne podsycanie na wszystkich liniach (media, społeczeństwo, rządzący - wszyscy od lewa do prawa) od samego zamachu. Najprostszy przykład jak skłócić Polaków? Rzucę tylko hasło... Wawel!
Czy przegraliśmy? Niestety, chociaż staram się w życiu myśleć pozytywnie to tutaj poszło to z kretesem na całej linii. Tego już nie uratujemy, a Rosjanie? Zarówno wygrali, jak i też przegrali całą tą sprawę. Przykro to stwierdzić, ale wrak stał się powodem przegranej całej Europy, bo Zachód ułomnie wierzył w nawrócenie się Rosji na ich standardy myślenia, ale to już historia na inny post...
sobota, 4 kwietnia 2015
Polska w końcu w czymś przoduje i to bardzo pozytywnie!
Jak podaje Polska Agencja Prasowa:
Polska jest na trzecim miejscu w Europie i siódmym na świecie pod względem liczby osób znajdujących się w światowej bazie dawców szpiku (Bone Marrow Donors Worldwide - BMDW). W rejestrze jest 25 mln potencjalnych dawców, z czego ponad 740 tys. to Polacy
Od grudnia 2013 r. polski rejestr potencjalnych dawców szpiku współdziała z rejestrami amerykańskim i europejskim. W 2014 r. jego zasoby przeszukiwano ponad 15 tys. razy – robiły to zarówno ośrodki polskie, jak i zagraniczne z 45 państw: głównie z USA (89,9 proc.), Niemiec, Wielkiej Brytanii, Kanady, Turcji, Francji i Hiszpanii.
Jak podkreśla resort zdrowia, zasoby polskiego rejestru wyróżniają się na tle europejskim z uwagi na młody wiek potencjalnych dawców. Aż 40 proc. z nich nie ukończyło 30. roku życia, a kolejne 37 proc. jest między 30. a 40. rokiem życia.
Dyrektor Krajowego Banku Dawców Szpiku prof. Andrzej Lange powiedział PAP, że z medycznego punktu widzenia efektywność przeszczepienia od młodych dawców jest wyższa niż od starszych. Zaznaczył jednak, że zdarzają się przypadki, gdy dawcą szpiku dla małych dzieci są ich dziadkowie. "Dawstwo szpiku jest bardzo istotną szkołą działania dla dobra wspólnego" - zaznaczył Lange.
Prawie 670 tys. potencjalnych dawców szpiku w Polsce zostało zarejestrowanych przez Fundację DKMS (Baza Dawców Komórek Macierzystych Polska). Beata Borzyszkowska z Fundacji DKMS powiedziała PAP, że niektórzy potencjalni dawcy nigdy nie znajdą odpowiedniego biorcy, natomiast inni już po kilku miesiącach od rejestracji dowiadują się, że mogą uratować komuś życie. Od początku 2015 r. już 230 osób zarejestrowanych w bazie fundacji oddało szpik, z czego aż 187 biorców pochodziło spoza Polski.
Po dwóch latach po przeszczepieniu dawca może poznać biorcę szpiku. Bardzo często dawcy chcą spotkać się z biorcą i upewnić się, że czuje się on dobrze. "Jeżeli tylko prawo na to pozwala, to znaczy biorca nie pochodzi z kraju, którego prawo zabrania takich kontaktów, to my staramy się również umożliwić taki kontakt. Najpierw jest to kontakt listowny, a potem możemy też zorganizować takie spotkanie" - zapewniła Borzyszkowska.
Zdaniem prof. Langego wzrost liczby zarejestrowanych potencjalnych dawców wynika m.in. z dobrze funkcjonujących programów ministerstwa zdrowia oraz z zaangażowania wielu instytucji związanych z dawstwem krwi do działania na rzecz pozyskiwania dawców i ich genetycznego opisywania. W ocenie prof. Langego dobrze funkcjonuje również Centrum Organizacyjno-Koordynacyjne do Spraw Transplantacji "Poltransplant", ułatwiając relacje pomiędzy ośrodkami przeszczepiającymi a ośrodkami leczącymi.
Obecnie resort zdrowia prowadzi Narodowy Program Rozwoju Medycyny Transplantacyjnej zaplanowany na lata 2011-2020, który ma na celu między innymi zwiększenie liczby potencjalnych dawców szpiku oraz rozwój publicznych i niepublicznych rejestrów niespokrewnionych dawców krwi pępowinowej. (PAP)
---
Co tu dodać? BRAWO!
piątek, 28 lutego 2014
5 ciekawostek na temat zachodniej Ukrainy!
Zacząłem dzisiejszym odcinkiem od kraterów... na drogach!
A gdzie takie są? Bynajmniej nie mówię o Polsce, a o zachodniej Ukrainie.
Między innymi można takie tam drogi spotkać:
Ukraina przede wszystkim jest szokiem dla osoby przyzwyczajonej do widoków, które spotyka się w krajach zachodnich takich jak np. Niemcy, Francja czy nawet Włochy. Ba! Nawet względem Polski to jest niezły szok, bo już nawet po przekroczeniu granicy można poczuć się jak w innym świecie - tak jakby cofnąć się o jakieś 20-30 lat wstecz...
Jednak są też plusy, ale o tym dowiecie się z mojego odcinka:
A gdzie takie są? Bynajmniej nie mówię o Polsce, a o zachodniej Ukrainie.
Między innymi można takie tam drogi spotkać:
| (źródło: YouTube) |
Ukraina przede wszystkim jest szokiem dla osoby przyzwyczajonej do widoków, które spotyka się w krajach zachodnich takich jak np. Niemcy, Francja czy nawet Włochy. Ba! Nawet względem Polski to jest niezły szok, bo już nawet po przekroczeniu granicy można poczuć się jak w innym świecie - tak jakby cofnąć się o jakieś 20-30 lat wstecz...
Jednak są też plusy, ale o tym dowiecie się z mojego odcinka:
piątek, 17 stycznia 2014
Poczułem się... wyrolowany!
Specjalnie dla tych co zaglądają tu częściej niż na mój kanał na YouTube, premierowo nowy odcinek Janek Gada:
niedziela, 12 stycznia 2014
Jesteśmy... uwędzeni!
Chciałem o tym trochę tutaj popisać, ale jakoś tak mnie nabrała wena twórcza na zrobienie video, więc postanowiłem to wykorzystać. Mam nadzieję, że chociaż trochę śmiesznie, bo po co płakać nad rozlanym mlekiem? W moim video też patent jak sobie samemu poradzić i uwędzić ten problem na ruszcie :)
Zatem do oglądania zapraszam:
(źródło: mój telefon)
Zatem do oglądania zapraszam:
O subskrybowaniu i lajkach wspominałem coś? ;)
niedziela, 1 grudnia 2013
Jak Auchan Polska NIE dba o klienta, a tym sposobem o swój interes...
Czy hipermarkety powstają by zarabiać? Jeśli chodzi o Auchan to nie jestem tego aż taki pewien, a przekonałem się o tym na własnej skórze...
(źródło: lovekrakow.pl)
Zacznijmy od początku - musiałem być na otwarciu Galerii Bronowice, nie dlatego, że chciałem (2 godziny snu to nie jest dobry pomysł), ale po prostu bliska mi osoba tam pracuje.
Z tej okazji przed 8 rano weszliśmy tam też razem z moją mamą, która chciała zrobić sobie zakupy przed "kolejkowym szczytem" na otwarcie. Wiadomo, otwarcie to też promocje i tutaj udało się dojrzeć fajny telewizor 32 calowy na promocji w cenie 899 złotych.
Dlaczego go nie kupiliśmy?
Fajnie pozyskać klienta, który przychodzi po jakieś podstawowe produkty a kupuje coś więcej, ale tutaj należy... "podziękować" działu finansowemu, a dokładniej pani, która nie dała kredytu nam.
Za obsługę finansową odpowiada w Auchan Polska firma Oney Polska, dawniej Accord Finanse, która jest powiązana z Credit Agricole. Na otwarcie, jak to zawsze, było trochę chaosu, ale mimo wszystko klienta powinno się potraktować poważnie i z pełną gamą możliwości skorzystania z oferty.
Czemu nie dostała moja mama kredytu?
Ponieważ nie miała ze sobą wyciągu z konta albo zaświadczenia od pracodawcy o zarobkach, co wcale nie świadczy o braku zdolności kredytowej, która była i miała się dobrze!
Czy jest to powód do nie dania kredytu?
Nie do końca, ale zacznijmy po kolei...
Po pierwsze - telewizor o wartości poniżej 1000 zł to nie jest nie wiadomo jaka suma pieniężna i dodatkowo osoba, która przyjmowała miała możliwość sprawdzenia w BIK-u czy moja mama ma jakieś zaległości.
Wszystko było w porządku, ale uparła się na "papierek"...
Po drugie - pani z usług finansowych miała możliwość zaproponowania innych możliwości jak np. karty kredytowej (otwiera się na dowód osobisty), po czym można byłoby zamknąć taką kartę kredytową - nie zrobiła tego ta osoba!
Zresztą istnieje też ostateczna opcja, czyli po prostu normalny kredyt gotówkowy!
Po trzecie - chcieliśmy pojechać spróbować zdobyć zaświadczenie - czy chciałby Auchan Polska by klient zostawił im zysk w kasie? Tutaj też odpowiedź brzmi: NIE!
Dlaczego?
Telewizora nie mogliśmy nigdzie zostawić na czas załatwienia "papierka", więc po prostu... zostawiliśmy go przy pani od finansów i niech się już obsługa hipermarketu o niego martwi.
Niestety o tym wszystkim (jakie są opcje dodatkowe) dowiedziałem się po fakcie...
Dlaczego Auchan Polska razem z firmą Oney wypadają niefajnie?
Dlatego, że przyjmują pracowników, którzy nie ułatwiają sprzedaży produktów i tym sposobem sieć traci pieniądze, a często też klientów, bo kto by chciał się znaleźć na miejscu osoby, która ma zatrudnienie, czyste kwestie finansowe i tylko "dzięki" braku jednego dokumentu w połączeniu z niekompetencją osoby z usług wychodzi ze sklepu z przysłowiowymi "pustymi rękami" oraz z mocno popsutym humorem?
Auchan Bronowice? Falstart na starcie!
Etykiety:
auchan,
bik,
bronowice,
finanse,
finasnowe,
formalnosci,
galeria bronowice,
janekpisze,
krakow,
kredyty,
niekompetencja,
niepowazne,
oney,
papierki,
polska,
problem,
raty,
uslugi,
zakupy,
zatrudnienie
sobota, 9 listopada 2013
[SKI] Dobra, mocna trasa... czyli Śnieżnica niedaleko od Krakowa!
Obiecałem kiedyś, że im bliżej będzie zimy tym więcej będzie tematów związanych z jedną lub dwiema deskami, potocznie zwanych snowboardem i nartami.
Dzisiaj opiszę Wam miejscówkę dość bliską od Krakowa, ale bardzo konkretną jak na polskie warunki. Mowa tutaj o Śnieżnicy!
O Kasinie Wielkiej mogli usłyszeć nawet Ci, którym do sportu nie po drodze. Rodzinna miejscowość Pani Justyny Kowalczyk od dawna proponowała trasę narciarską...
Dzisiaj opiszę Wam miejscówkę dość bliską od Krakowa, ale bardzo konkretną jak na polskie warunki. Mowa tutaj o Śnieżnicy!
O Kasinie Wielkiej mogli usłyszeć nawet Ci, którym do sportu nie po drodze. Rodzinna miejscowość Pani Justyny Kowalczyk od dawna proponowała trasę narciarską...
Etykiety:
janekpisze,
kasina wielka,
krakow,
krzesełkowy,
limanowa,
mszana,
narciarstwo,
narty,
ocena,
opinia,
polska,
recenzja,
ski,
snieznica,
snowboard
wtorek, 5 listopada 2013
Czy bezpieniężna "Cafe Fińska" ma szansę przetrwać?
Czy wiecie co to jest "Cafe Fińska"?
Już spieszę z odpowiedzią - pierwsza bezpieniężna kawiarnia w Polsce, a gdzie?
Oczywiście w Krakowie!
Już spieszę z odpowiedzią - pierwsza bezpieniężna kawiarnia w Polsce, a gdzie?
Oczywiście w Krakowie!
("Cafe Fińska" na ul. Józefińskiej w Krakowie"
Ten temat podrzucił mi kolega Tomek i napisał bez owijania w bawełnę "jak już o Krakowie piszesz to fajna inicjatywa" i nie neguje, wręcz rzekłbym, że świetna!
poniedziałek, 4 listopada 2013
Wielkie WOW! dla Samsung Polska!
Była niedziela, był wieczór... czyli powinna być cisza, jeśli chodzi o oficjalne wiadomości, a tu nagle!
Zresztą sami poczytajcie:
http://janekrecenzuje.blogspot.com/2013/11/samsung-polska-po-raz-kolejny-plusuje-u.html
Samsung Polska mega plus!!!
Zresztą sami poczytajcie:
http://janekrecenzuje.blogspot.com/2013/11/samsung-polska-po-raz-kolejny-plusuje-u.html
Samsung Polska mega plus!!!
sobota, 2 listopada 2013
Czy Halloween mnie przeraża?
Nie jestem zwolennikiem tej wersji "święta", ale każdy ma prawo wierzyć w swoich Bogów...
Jak to kiedyś ładnie było w kabarecie pokazane (skecz jak chłopek-roztropek opisuje kosmicie wierzenia na Ziemi; plus minus taki dialog):
- No i w niedzielę chodzimy do kościoła.
- Jakiego kościoła?
- Aaa, to zależy od wiary... Carrefour, Tesco, Real...
Jednak... są pewne granice.
Nie mogłem tego tutaj nie dodać, po prostu nie mogłem!
A komentarz Wam pozostawię, zresztą czy jest on potrzebny?
Znalezione na Facebooku u koleżanki:
Jak to kiedyś ładnie było w kabarecie pokazane (skecz jak chłopek-roztropek opisuje kosmicie wierzenia na Ziemi; plus minus taki dialog):
- No i w niedzielę chodzimy do kościoła.
- Jakiego kościoła?
- Aaa, to zależy od wiary... Carrefour, Tesco, Real...
Jednak... są pewne granice.
Nie mogłem tego tutaj nie dodać, po prostu nie mogłem!
A komentarz Wam pozostawię, zresztą czy jest on potrzebny?
Znalezione na Facebooku u koleżanki:
czwartek, 31 października 2013
Co dziś daje uczciwość w polityce?
Nie chce tutaj za bardzo poruszać spraw politycznych, ale dziś niestety muszę...
Przypomina mi się tutaj zasłyszana kiedyś historia o mężu, którego żona zmuszała do używania miotły i zmiotki. Mąż tego nienawidził, więc cały brud na złość żonie, zamiatał pod dywan. Zapomniał tylko, że mieszkanie było wspólne, więc tak robiąc sam sobie szkodził...
Do czego tym sposobem chce nawiązać?
Przed chwilą przeczytałem taki oto wpis na Onecie, dotyczący nagrań afery wyborów w dolnośląskiej PO:
Drodzy Panowie politycy, czy nie zależy Wam naprawdę na przejrzystości Waszych działań?
Podajecie do informacji publicznej, za pomocą strony internetowej partii, informację, że ukarani zostaną...
No właśnie kto zostanie!
Na chłopski rozum, Ci co nie chcą matactw, powinni dostać uścisk dłoni Premiera Tuska, a tymczasem dostają... zawieszenie członkostwa.
Partie polityczne coraz bardziej chcą wyglądać jak sekty, wszystkie partie, bo z podobnym podejściem też spotykamy się w PiS czy SLD.
Czy naprawdę aż tak trudno się przyznać do tego, że popełniło się błąd zamiast "ładnie" układać zdania, jak to się ładnie mówi, w "poprawność polityczną" gdy wyraźnie pod nogami czuć, że coś jest brudnego i mocno śmierdzi?
Niestety, tym sposobem, nic się nie poprawi.
Uczy nas to tylko, że za rzetelne postępowanie, czekać nas będzie kara!
Partia polityczna, szczególnie ta rządząca, to nie jest prywatna firma gdzie są pewne biznesy i obowiązuje tajemnica handlowa, tylko niejako jest to własność społeczeństwa!
W końcu to my decydujemy kogo "uśmiercić" a kogo wprowadzić "do życia"...
Jeśli zgadzasz się ze mną, że coś z tym postępowaniem jest "nie tak", to udostępnij ten link dalej...
Przypomina mi się tutaj zasłyszana kiedyś historia o mężu, którego żona zmuszała do używania miotły i zmiotki. Mąż tego nienawidził, więc cały brud na złość żonie, zamiatał pod dywan. Zapomniał tylko, że mieszkanie było wspólne, więc tak robiąc sam sobie szkodził...
(źródło: polishclub.org)
Do czego tym sposobem chce nawiązać?
Przed chwilą przeczytałem taki oto wpis na Onecie, dotyczący nagrań afery wyborów w dolnośląskiej PO:
Po północy na stronach internetowych Platformy podano dodatkowoinformację, że zarząd - na wniosek rzecznika dyscypliny partyjnej - jednomyślnie zawiesił na trzy miesiące w prawach członków partii osoby, które nagrały ujawnione przez "Newsweek" rozmowy i te, które zostały nagrane. Zawieszeni zostali: Edward Klimka, Paweł Frost, Norbert Wojnarowski, Michał Jaros i Tomasz Borkowski. Rzecznik dyscypliny partyjnej - podano - poinformował też członków zarządu, że skierował do Krajowego Sądu Koleżeńskiego wnioski dyscyplinarne przeciw tym politykom.
Drodzy Panowie politycy, czy nie zależy Wam naprawdę na przejrzystości Waszych działań?
Podajecie do informacji publicznej, za pomocą strony internetowej partii, informację, że ukarani zostaną...
No właśnie kto zostanie!
Na chłopski rozum, Ci co nie chcą matactw, powinni dostać uścisk dłoni Premiera Tuska, a tymczasem dostają... zawieszenie członkostwa.
Partie polityczne coraz bardziej chcą wyglądać jak sekty, wszystkie partie, bo z podobnym podejściem też spotykamy się w PiS czy SLD.
Czy naprawdę aż tak trudno się przyznać do tego, że popełniło się błąd zamiast "ładnie" układać zdania, jak to się ładnie mówi, w "poprawność polityczną" gdy wyraźnie pod nogami czuć, że coś jest brudnego i mocno śmierdzi?
Niestety, tym sposobem, nic się nie poprawi.
Uczy nas to tylko, że za rzetelne postępowanie, czekać nas będzie kara!
Partia polityczna, szczególnie ta rządząca, to nie jest prywatna firma gdzie są pewne biznesy i obowiązuje tajemnica handlowa, tylko niejako jest to własność społeczeństwa!
W końcu to my decydujemy kogo "uśmiercić" a kogo wprowadzić "do życia"...
Jeśli zgadzasz się ze mną, że coś z tym postępowaniem jest "nie tak", to udostępnij ten link dalej...
Etykiety:
afera,
decydujemy,
dolnoslaska,
dywan,
komentarz,
my,
opinia,
partie,
polityczne,
polityka,
polska,
problem,
przeczytac,
warto,
zamiatanie,
zdecyduj
sobota, 5 października 2013
Jak w Polsce przewieźć dom na... lawecie!
Ten filmik na YouTube staje się powoli hitem!
W dodatku wtedy byłem w tamtych okolicach przejazdem i żałuję, że nie trafiłem na to zdarzenie, bo pewnie sam bym to wrzucił w "sieć"... Po prostu musicie to obejrzeć!
Więcej pod tym linkiem:
http://tylkoyoutube.blogspot.com/2013/10/jak-przetransportowac-dom-na-lawecie.html
Mi zabrakło już słów, ale tam wszystko wyjaśnione zostało... Cóż, nasza polska ułańska fantazja czasem nas ponosi!
(źródło: radiokrakow.pl)
W dodatku wtedy byłem w tamtych okolicach przejazdem i żałuję, że nie trafiłem na to zdarzenie, bo pewnie sam bym to wrzucił w "sieć"... Po prostu musicie to obejrzeć!
Więcej pod tym linkiem:
http://tylkoyoutube.blogspot.com/2013/10/jak-przetransportowac-dom-na-lawecie.html
Mi zabrakło już słów, ale tam wszystko wyjaśnione zostało... Cóż, nasza polska ułańska fantazja czasem nas ponosi!
środa, 2 października 2013
Od Dolomitów aż po Szczyrk...
No i stało się! Zbliża się zima i będzie też pewnie więcej tego typu tematów, bo prócz filmowania, ciekawostek historycznych, trafią tu pewnie moje przemyślenia na tematy... narciarsko-snowboardowe!
Niestety ostatnie lata moje nie były bardzo owocne, w eskapady w Alpy, szczególnie włoskie, które uwielbiam i gdzie odzyskuje siły witalne.
Wiele ludzi, którzy nie jeździ, nie potrafi tego pojąć, zrozumieć. Dla dużej ilości osób zima to czas w którym chcieliby się gdzieś ukryć i zapaść w sen zimowy. Jak dla mnie głównym tego powodem jest to co widzimy za oknem, podczas gdy w Alpach włoskich jest sporo więcej słońca.
Nie jestem przekonany czy aż tak dużo jego jest tam czy ja miałem wyjątkowe szczęście, poza jednym wyjazdem do Vialattea, ale bywało tak, że cały tydzień było słońce bez ani jednej chmurki.
Nie polecam wtedy dzwonić do ludzi w Polsce, bo tutaj zazwyczaj zawierucha, śnieżyca i kiedy człowiek wspomni jak ma ładnie to w odpowiedzi usłyszy przeciągłe, soczyste słowo zaczynające się na literę "k".
Gdyby to co wyżej napisałem kogoś przekonało do uczenia się jazdy na jedno lub dwu-śladzie, to polecam jednak zacząć od Polski.
Niezależnie gdzie mieszkacie, zawsze powinno się w bliższej lub dalszej okolicy znaleźć ośrodek narciarski, bo polski wypoczynek narciarsko-snowboardowy to nie tylko góry.
Świętokrzyskie ma przykładowo Szwajcarię Bałtowską, okolice Łodzi mają Górę Kamieńsk czy Poznań ma Maltę.
Zresztą sami spójrzcie na mapki tras:
Niestety ostatnie lata moje nie były bardzo owocne, w eskapady w Alpy, szczególnie włoskie, które uwielbiam i gdzie odzyskuje siły witalne.
Wiele ludzi, którzy nie jeździ, nie potrafi tego pojąć, zrozumieć. Dla dużej ilości osób zima to czas w którym chcieliby się gdzieś ukryć i zapaść w sen zimowy. Jak dla mnie głównym tego powodem jest to co widzimy za oknem, podczas gdy w Alpach włoskich jest sporo więcej słońca.
Nie jestem przekonany czy aż tak dużo jego jest tam czy ja miałem wyjątkowe szczęście, poza jednym wyjazdem do Vialattea, ale bywało tak, że cały tydzień było słońce bez ani jednej chmurki.
Nie polecam wtedy dzwonić do ludzi w Polsce, bo tutaj zazwyczaj zawierucha, śnieżyca i kiedy człowiek wspomni jak ma ładnie to w odpowiedzi usłyszy przeciągłe, soczyste słowo zaczynające się na literę "k".
Gdyby to co wyżej napisałem kogoś przekonało do uczenia się jazdy na jedno lub dwu-śladzie, to polecam jednak zacząć od Polski.
Niezależnie gdzie mieszkacie, zawsze powinno się w bliższej lub dalszej okolicy znaleźć ośrodek narciarski, bo polski wypoczynek narciarsko-snowboardowy to nie tylko góry.
Świętokrzyskie ma przykładowo Szwajcarię Bałtowską, okolice Łodzi mają Górę Kamieńsk czy Poznań ma Maltę.
Zresztą sami spójrzcie na mapki tras:
(źródło: http://www.maltaski.pl/)
Oczywiście polskie góry też zapraszają i nie można nie widzieć zmian, które się tu dzieją. A moim zdaniem są one na duży plus!
Coraz więcej powstaje nowych ośrodków, a stare się modernizują.
Jeszcze parę lat temu nie byłem tak optymistycznie do tego nastawiony - patrzyłem się na Słowację i Czechy, zastanawiałem się czemu tam się da, a u nas nie.
Teraz okazuje się, że jednak się da - na czele tej stawki mamy Białkę Tatrzańską, ale cieszy, że do wyścigu włącza się Szczyrk.
Tak, to temat Szczyrku nakłonił mnie do tego wpisu.
Czego się dowiadujemy?
Po latach zastoju w Szczyrku coś zaczyna się dziać. Trwają już prace przy przebudowie górnego odcinka kolejki linowej na Skrzyczne. Jeszcze przed najbliższym sezonem stare krzesełka zostaną zastąpione przez czteroosobowe kanapy z żółtymi osłonami, chroniącymi przed wiatrem i śniegiem. Wiosną przyszłego roku budowę czteroosobowej kolejki planuje największy tutaj Szczyrkowski Ośrodek Narciarski. Ale okazuje się, że to nie wszystko. We wtorek inwestorzy zaprezentowali plany stworzenia w mieście całkiem nowej stacji.Nowy ośrodek prezentuje się moim zdaniem godnie, przynajmniej na wizualizacjach. Powstaje on w Szczyrku-Biłej, gdzie już kiedyś funkcjonował wyciąg orczykowy.
(Cały tekst: http://bielskobiala.gazeta.pl/bielskobiala/1,88025,14624829.html#ixzz2gYLSbDNL)
Oczywiście, daleko nam wciąż do chociażby takich ośrodków narciarskich jak słowacka Jasna, ale to wszystko napawa mnie optymizmem.
Szczególnie, że dzisiaj w zastanym społeczeństwie, zdrowy ruch jest w cenie!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Blog Archive
- maja (1)
- października (1)
- sierpnia (1)
- lipca (1)
- czerwca (1)
- maja (1)
- kwietnia (2)
- marca (2)
- lutego (1)
- października (1)
- sierpnia (1)
- lipca (1)
- października (2)
- kwietnia (6)
- stycznia (5)
- maja (8)
- kwietnia (19)
- marca (6)
- lutego (5)
- stycznia (12)
- grudnia (2)
- listopada (29)
- października (30)
- września (20)


