Wiecie, że pewien nieistniejący krakowski most wędrował po Wiśle? Więcej dowiecie się w moim poście:


| (źródło: YouTube) |
Zapadł wyrok w sprawie katastrofy budowlanej w kamienicy przy ul. Wielopole 15. Właściciel i menedżer klubu są niewinni. Schody zawaliły się przez imprezowiczów.No to jest ciekawostka!
Nie udało się udowodnić związku między wywierceniem dziur, a zawaleniem schodów. Dlatego przyczynę, którą wskazywali śledczy w 2011 roku, sąd odrzucił po zapoznaniu się z opinią biegłego. Stwierdzono ponadto, że schody runęły, gdyż nie wytrzymały obciążenia znajdujących się na nich ludzi. Dla sądu znacznie zmienia to postać rzeczy. Według orzeczenia zarzuty postawiono niewłaściwym osobom. Na sali rozpraw przyznano też, że dbanie o stan klatki schodowej nie należało do obowiązków ani właściciela, ani menedżera klubu.Pytam się zatem do kogo?
Powszechna Szkoła Żydowska znajdowała się przy ul. Wąskiej 7, a właściwie na skrzyżowaniu ulic Wąskiej i św. Wawrzyńca. Murowany budynek został zbudowany w stylu historyzmu w latach 1905–1906 według projektu krakowskiego architekta Jana Zawiejskiego. W czasie drugiej wojny światowej obiekt zajęło wojsko niemieckie, urządzając w nim „przejściowy obóz pracy”, w którym przetrzymywano więźniów, wysyłanych następnie do Niemiec. Obecnie budynek stanowi siedzibę VI Liceum Ogólnokształcącego im. Adama Mickiewicza. Na fasadzie znajduje się tablica upamiętniająca ofiary obozuNiedawno temu, przy okazji spaceru jesiennego, wykonałem takie zdjęcie tej tablicy:
Budynek górował nad Dębnikami, a swoimi gabarytami niemal stanowił przeciwwagę dla leżącego po przeciwnej stronie Wisły Zamku na Wawelu. Wybudowanie tak okazałego budynku na Krakowskim brzegu nie byłoby wówczas dopuszczalne ze względu na znaczną ingerencję w krajobraz najbliższego otoczenia Wawelu. Możliwość budowy dała jednak wciąż obowiązująca w Dębnikach ustawa budowlana z 1786 r.Niestety w 1938 roku, jeszcze przed II Wojną Światową, z racji licznych powodzi, budynek niszczał i musiał zostać rozebrany. W jego miejsce powstała opisana wyżej plaża "Wawel".
– Na początku wspierali nas koledzy z taksówek, zawsze przyjeżdżali w nocy po kiełbaskę, a potem ludzie sami nas zauważyli, przekonali się, że mamy dobre jedzenie i tak, z dnia na dzień, klientów przybywało. Co ciekawe, w ogóle się nie reklamujemy, a wszyscy o nas wiedzą. Nawet pan Makłowicz często u nas bywał –
Panowie prowadzący "biznes z Nyski" tak mówią o swoich kiełbaskach (fragment artykułu: http://lovekrakow.pl/artykuly/przypadek-stworzyl-legende-czyli-o-kielbaskach-z-niebieskiej-nyski_578.html):Kiełbasa lisiecka jest wytwarzana z wysokiej jakości mięsa wieprzowego, głównie z szynki (85% składu). Posiada kształt wianka o średnicy 35–40 cm. Zewnętrzna powłoka ma kolor ciemnobrązowy, wynikający z procesu naturalnego wędzenia, jest lśniąca i lekko pomarszczona, sucha w dotyku. Kiełbasa ma około 52 mm grubości. W jej przekroju widoczne są jasne kawałki mięsa szynkowego, otoczone ciemniejszym farszem mięsnym. Kiełbasa lisiecka posiada smak doprawionego mięsa wieprzowego z delikatnymi aromatami pieprzu i czosnku.Produkowana jest z mięsa wieprzowego klasy "E", o zawartości chudego mięsa 55–60%. Mięso nie może być konserwowane w żaden inny sposób poza schładzaniem. Pozostałymi składnikami są świeży czosnek, peklosól i mielony biały pieprz. Mięso jest krojone w kostkę o wymiarze 3-5 cm, a następnie peklowane przez 2–4 dni. Po peklowaniu mięso przeznaczone na farsz jest dwukrotnie mielone, po czym mieszane z czosnkiem i pieprzem. Następnie mięsem wypełnia się osłonki (białkowe lub naturalne jelita wołowe) i pozostawia na tzw. osadzenie na 2 godziny. Później kiełbasy wędzi się i piecze w tradycyjnej wędzarni komorowej, w której pali się drewnem olchowym, bukowym lub z drzew owocowych. Cały proces składa się z osuszania, wędzenia i pieczenia, i trwa 3,5 – 4,5 godziny.Kiełbasa lisiecka może być produkowana w granicach gmin Liszki i Czernichów w województwie małopolskim. W celu ochrony nazwy pakowana jest w etykietę zgodną ze specyfikacją Unii Europejskiej, wspólną dla wszystkich producentów. Na etykiecie wyszczególnione jest miejsce produkcji.
– Kiełbasę bierzemy od prywatnego dostawcy. Robi taką, żeby była jak trzeba, z prawdziwego mięsa, a nie z resztek. Pieczemy ją na drewnie bukowym, stąd ich pyszny smak – mówi Aleksander Malik, sprzedawca spod Hali Targowej. – Zawsze świeże i smaczne – dodaje.A Wy zobaczcie ją z bliska //tutaj mały EDIT, bo źródło "wygasło"//: