Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciekawostki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciekawostki. Pokaż wszystkie posty
piątek, 26 marca 2021
czwartek, 6 października 2016
5 niesamowitych miejsc w okolicach Krakowa
Dzisiaj co nie co o fajnych miejscach w okolicach Krakowa:
http://www.janekpisze.pl/index.php/2016/09/29/5-niesamowitych-miejsc-w-okolicach-krakowa/
Zapraszam do częstego zaglądania na nowy blog :)
niedziela, 5 kwietnia 2015
Jak wyglądało ukrzyżowanie Jezusa Chrystusa? Uwaga! Opis jest drastyczyny
Krzyżowanie zostało wynalezione przez Persów w IV w. przed Chr. i udoskonalone przez Rzymian w I w. przed Chr.
1. Ukrzyżowanie to najbardziej bolesna metoda pozbawienia życia wynaleziona przez człowieka.
2. Było zarezerwowane przede wszystkim dla mężczyzn winnych szczególnie ciężkich zbrodni. Jezus odmówił wypicia wina, działającego znieczulająco, zgodnie ze Swoją obietnicą z Mt 26,29: " Powiadam wam, odtąd już nie będę pił z tego owocu winnego aż do dnia, w którym zacznę pić z wami nowe wino w królestwie mojego Ojca."
3. Jezus został obnażony, a jego ubrania podzielili między sobą rzymscy strażnicy. Stało się to, abo wypełniły się słowa z Ps 22,19: "Rozdzielają między siebie me szaty, a o płaszcz mój rzucają losy."
4. Ukrzyżowanie Jezusa zapowiadało straszną, długą i bolesną śmierć. Będąc przybitym do krzyża, Jezus musiał utrzymać całkowicie niemożliwą anatomicznie pozycję.
5. Kolana Jezusa były zgięte pod kątem ok. 45º i cały Jego ciężar spoczywał na mięśniach ud, wbrew ludzkiej anatomii. Z tego powodu po kilku minutach występują silne skurcze mięśni ud i łydek.
6. Ciało Jezusa opierało się na stopach, które były przebite gwoździem. Gdy mięśnie dolnych kończyn zaczynały słabnąć, ciężar Jego ciała musiał zostać przeniesiony na Jego nadgarstki, ramiona i barki.
7. Po kilku minutach na Krzyżu, barki Jezusa zostały wyłamane ze stawów. W następnych minutach podobny los spotkał Jego łokcie i nadgarstki.
8. Efektem zwichnięcia stawów górnych kończyn było ich wydłużenie o ponad 20 cm, co można zaobserwować na Całunie Turyńskim.
9. Było to wypełnienie przepowiedni z Ps 22,14: " Jestem rozlany jak woda, ze stawów występują wszystkie moje kości, a serce jak wosk topnieje w moim wnętrzu."
10. Po wyłamaniu stawów nadgarstków, łokci i barków, ciężar Jego ciała na kończynach górnych spowodował powstanie sił w Jego mięśniach piersiowych większych, okrywających klatkę piersiową.
11. Owe siły sprawiły, iż Jego klatka piersiowa została pociągnięta do góry i na zewnątrz w skrajnie nienaturalny sposób. Ściana jego klatki piersiowej cały czas utrzymywana była w pozycji maksymalnego wdechu. Żeby dokonać wydechu, Jezus musiał zmusić do tego całe Swoje ciało.
12. Aby dokonać wydechu, Jezus musiał przenieść ciężar na stopy, przebite gwoździem, żeby podnieść Swoje ciało i w ten sposób opuścić klatkę piersiową i wypuścić powietrze z płuc.
13. Pozycja spoczynkowa Jego płuc znajdowała się na stałe w punkcie największego wdechu. Ukrzyżowanie to z medycznego punktu widzenia stan katastrofalny.
14. Problemem było to, że Jezus nie mógł w łatwy sposób oprzeć się o gwóźdź tkwiący w stopach, ponieważ mięśnie jego nóg, nieanatomicznie zgiętych pod kątem 45º, były skrajnie zmęczone i dotknięte silnym skurczem.
15. Wbrew obrazom z hollywodzkich filmów, ofiara ukrzyżowania nie była nieruchoma, ale przez cały czas się poruszała. Ukrzyżowany był zmuszony do podnoszenia i opuszczania swojego ciała o ok. 30 cm, żeby móc oddychać.
16. Oddychanie było związane z rozrywającym bólem, połączonym z ciągłym lękiem przed uduszeniem.
17. Po sześciu godzinach Męki, mięśnie ud i łydek Jezusa były wyczerpane i nie mógł już oprzeć ciężaru Swojego ciała na nogach. Rozciągnięcie stawów nadgarstków, łokci i barków oraz uniesienie klatki piersiowej postępowało, czyniąc oddychanie coraz trudniejszym. Już w pierwszych minutach ukrzyżowania, Jezus cierpiał na duszności.
18. Jego ruchy w górę i dół Krzyża wywoływały straszliwy ból w nadgarstkach, stopach i wyłamanych łokciach i barkach.
19. W miarę opadania Jezusa z sił, ruchy stawały się coraz rzadsze, ale lęk przed uduszeniem zmuszał go do dalszego wysiłku.
20. Nieanatomicznie ułożone, mięśnie dolnych kończyn Jezusa były w stałym i bolesnym skurczu wywołanym Jego ciągłym podnoszeniem się w celu wykonania wydechu.
21. Każdy ruch wywoływał straszliwy ból nerwów pośrodkowych, rozerwanych przez gwoździe wbite w Jego nadgarstki.
22. Jezus był cały pokryty krwią i potem.
23. Krew była efektem biczowania, które o mało Go nie zabiło, a pot wynikiem ciągłego wysiłku podejmowanego, żeby wykonać wydech. Przez cały ten czas był obnażony, a żydowscy przywódcy, tłum i powieszeni z Nim skazańcy kpili z Niego i obrażali Go. Dodatkowo, świadkiem tej męki była Jego Matka.
24. Od strony fizjologicznej, ciało Jezusa przechodziło serie katastroficznych i śmiertelnych zdarzeń.
25. Ponieważ nie mógł normalnie oddychać, znajdował się w stanie niedotlenienia.
26. Jego ciśnienie krwi zaczęło spadać, a krew nie była w wystarczającym stopniu natleniona.
Ponadto, w wyniku utrudnionego oddychania, poziom dwutlenku węgla (CO2) w Jego krwi stale rósł (medycyna nazywa ten stan hiperkapnią).
27. Rosnący poziom CO2 stymulował serce do szybszego bicia, żeby przyśpieszyć dostarczanie tlenu i odprowadzanie CO2.
28. Część mózgu Jezusa odpowiedzialna za kontrolę oddychania wymuszała na płucach szybszą pracę, w efekcie czego Jezus zaczął dyszeć.
29. Fizjologiczne odruchy zmuszały Jezusa do brania głębszych wdechów, przez co niezależnie od Swojej woli musiał zwiększać intensywność ruchów na Krzyżu, mimo ciężkiego bólu. Agonalne ruchy występowały kilka razy na minutę, ku radości kpiącego tłumu, rzymskich żołnierzy i Sanhedrynu.
30. Jednakże, ze względu na przybicie do Krzyża i rosnące zmęczenie, nie był w stanie dostarczyć większej ilości tlenu Swojemu niedotlenionemu ciału.
31. Niedotlenienie i nadmiar CO2 powodowały ciągłe zwiększanie tętna i doprowadziły do tachykardii.
32. Serce Jezusa zaczynało bić coraz szybciej, a Jego puls wynosił prawdopodobnie 220 uderzeń na minutę, czyli maksymalny normalnie możliwy do utrzymania.
33. Jezus nie pił nic przez ostatnie 15 godzin, od godziny szóstej wieczorem poprzedniego dnia.
Przeszedł biczowanie, które prawie doprowadziło do Jego śmierci.
34. Całe Jego ciało krwawiło z powodu ran powstałych podczas biczowania, nałożenia korony cierniowej, przebicia nadgarstków i stóp oraz otarć powstałych podczas upadków i bicia w trakcie drogi na Golgotę.
35. Ciało Jezusa było wysoce odwodnione, a Jego ciśnienie krwi niebezpiecznie spadało.
36. Wynosiło prawdopodobnie 80/50.
37. Jezus doznał wstrząsu I stopnia, ze względu na niskie ciśnienie krwi (hipowolemia), nadmiernie szybkie tętno (tachykardia), nadmiernie szybki oddech (tachypnoe) i nadmierne pocenie się (hiperhydroza).
38. Prawdopodobnie, około południa serce Jezusa zaczęło cierpieć na niewydolność.
39. Płuca Jezusa doznały obrzęku i zaczęły napełniać się płynem przesiękowym.
40. To wyłącznie pogorszyło Jego i tak ciężki oddech.
41. Jezus cierpiał na niewydolność serca i płuc.
42. Jezus zawołał "Pragnę", ponieważ Jego ciału krytycznie brakowało płynów.
43. Aby uratować Jego życie, konieczna byłaby dożylna infuzja krwi i osocza.
44. Jezus nie mógł prawidłowo oddychać i powoli się dusił.
45/46. Na tym etapie, Jezus prawdopodobnie doznał wylewu osocza i krwi do osierdzia.
47. Płyny wokół w worku osierdziowym wywołały tamponadę serca, czyli uniemożliwiały prawidłowe jego bicie.
48. Ze względu na rosnącą intensywność pracy serca i zwiększającą się ilość płynów w osierdziu, serce Jezusa dosłownie pękło. Było to prawdopodobnie przyczyną Jego śmierci.
49. Aby spowolnić proces umierania, żołnierze umieścili na Krzyżu małe siedzenie, dając Jezusowi "przywilej" oparcia się na swojej kości krzyżowej.
50. W ten sposób, Jego męka mogła trwać nawet do 9 dni.
51. Gdy Rzymianie chcieli skrócić śmierć, łamali nogi skazańcom, powodując ich uduszenie w ciągu kilku minut. Nazywano to "crucifragium".
52. Około trzeciej godziny po południu Jezus powiedział "Tetelastai", czyli "Wykonało się".
W tej chwili wyzionął Swojego Ducha i umarł.
53. Kiedy żołnierze podeszli, aby złamać mu nogi, był już martwy. Żadna z Jego kości nie została złamana, zgodnie z przepowiednią.
54. Jezus zmarł po sześciu godzinach najbardziej bolesnej i przerażającej tortury jaką kiedykolwiek wynaleziono.
55. Jezus umarł, aby zwykli ludzie, jak Ty i ja mogli trafić do Nieba. Jedyne czego od Ciebie oczekuje, to abyś Go kochał, swojego Pana, swojego Boga, całym swoim sercem, całą swoją duszą, ze wszystkich sił swoich i całym swoim umysłem!
Źródło:
https://www.facebook.com/photo.php?fbid=858397630916252&set=a.150757268346962.34454.100002380704206&type=1&theater
1. Ukrzyżowanie to najbardziej bolesna metoda pozbawienia życia wynaleziona przez człowieka.
2. Było zarezerwowane przede wszystkim dla mężczyzn winnych szczególnie ciężkich zbrodni. Jezus odmówił wypicia wina, działającego znieczulająco, zgodnie ze Swoją obietnicą z Mt 26,29: " Powiadam wam, odtąd już nie będę pił z tego owocu winnego aż do dnia, w którym zacznę pić z wami nowe wino w królestwie mojego Ojca."
3. Jezus został obnażony, a jego ubrania podzielili między sobą rzymscy strażnicy. Stało się to, abo wypełniły się słowa z Ps 22,19: "Rozdzielają między siebie me szaty, a o płaszcz mój rzucają losy."
4. Ukrzyżowanie Jezusa zapowiadało straszną, długą i bolesną śmierć. Będąc przybitym do krzyża, Jezus musiał utrzymać całkowicie niemożliwą anatomicznie pozycję.
5. Kolana Jezusa były zgięte pod kątem ok. 45º i cały Jego ciężar spoczywał na mięśniach ud, wbrew ludzkiej anatomii. Z tego powodu po kilku minutach występują silne skurcze mięśni ud i łydek.
6. Ciało Jezusa opierało się na stopach, które były przebite gwoździem. Gdy mięśnie dolnych kończyn zaczynały słabnąć, ciężar Jego ciała musiał zostać przeniesiony na Jego nadgarstki, ramiona i barki.
7. Po kilku minutach na Krzyżu, barki Jezusa zostały wyłamane ze stawów. W następnych minutach podobny los spotkał Jego łokcie i nadgarstki.
8. Efektem zwichnięcia stawów górnych kończyn było ich wydłużenie o ponad 20 cm, co można zaobserwować na Całunie Turyńskim.
9. Było to wypełnienie przepowiedni z Ps 22,14: " Jestem rozlany jak woda, ze stawów występują wszystkie moje kości, a serce jak wosk topnieje w moim wnętrzu."
10. Po wyłamaniu stawów nadgarstków, łokci i barków, ciężar Jego ciała na kończynach górnych spowodował powstanie sił w Jego mięśniach piersiowych większych, okrywających klatkę piersiową.
11. Owe siły sprawiły, iż Jego klatka piersiowa została pociągnięta do góry i na zewnątrz w skrajnie nienaturalny sposób. Ściana jego klatki piersiowej cały czas utrzymywana była w pozycji maksymalnego wdechu. Żeby dokonać wydechu, Jezus musiał zmusić do tego całe Swoje ciało.
12. Aby dokonać wydechu, Jezus musiał przenieść ciężar na stopy, przebite gwoździem, żeby podnieść Swoje ciało i w ten sposób opuścić klatkę piersiową i wypuścić powietrze z płuc.
13. Pozycja spoczynkowa Jego płuc znajdowała się na stałe w punkcie największego wdechu. Ukrzyżowanie to z medycznego punktu widzenia stan katastrofalny.
14. Problemem było to, że Jezus nie mógł w łatwy sposób oprzeć się o gwóźdź tkwiący w stopach, ponieważ mięśnie jego nóg, nieanatomicznie zgiętych pod kątem 45º, były skrajnie zmęczone i dotknięte silnym skurczem.
15. Wbrew obrazom z hollywodzkich filmów, ofiara ukrzyżowania nie była nieruchoma, ale przez cały czas się poruszała. Ukrzyżowany był zmuszony do podnoszenia i opuszczania swojego ciała o ok. 30 cm, żeby móc oddychać.
16. Oddychanie było związane z rozrywającym bólem, połączonym z ciągłym lękiem przed uduszeniem.
17. Po sześciu godzinach Męki, mięśnie ud i łydek Jezusa były wyczerpane i nie mógł już oprzeć ciężaru Swojego ciała na nogach. Rozciągnięcie stawów nadgarstków, łokci i barków oraz uniesienie klatki piersiowej postępowało, czyniąc oddychanie coraz trudniejszym. Już w pierwszych minutach ukrzyżowania, Jezus cierpiał na duszności.
18. Jego ruchy w górę i dół Krzyża wywoływały straszliwy ból w nadgarstkach, stopach i wyłamanych łokciach i barkach.
19. W miarę opadania Jezusa z sił, ruchy stawały się coraz rzadsze, ale lęk przed uduszeniem zmuszał go do dalszego wysiłku.
20. Nieanatomicznie ułożone, mięśnie dolnych kończyn Jezusa były w stałym i bolesnym skurczu wywołanym Jego ciągłym podnoszeniem się w celu wykonania wydechu.
21. Każdy ruch wywoływał straszliwy ból nerwów pośrodkowych, rozerwanych przez gwoździe wbite w Jego nadgarstki.
22. Jezus był cały pokryty krwią i potem.
23. Krew była efektem biczowania, które o mało Go nie zabiło, a pot wynikiem ciągłego wysiłku podejmowanego, żeby wykonać wydech. Przez cały ten czas był obnażony, a żydowscy przywódcy, tłum i powieszeni z Nim skazańcy kpili z Niego i obrażali Go. Dodatkowo, świadkiem tej męki była Jego Matka.
24. Od strony fizjologicznej, ciało Jezusa przechodziło serie katastroficznych i śmiertelnych zdarzeń.
25. Ponieważ nie mógł normalnie oddychać, znajdował się w stanie niedotlenienia.
26. Jego ciśnienie krwi zaczęło spadać, a krew nie była w wystarczającym stopniu natleniona.
Ponadto, w wyniku utrudnionego oddychania, poziom dwutlenku węgla (CO2) w Jego krwi stale rósł (medycyna nazywa ten stan hiperkapnią).
27. Rosnący poziom CO2 stymulował serce do szybszego bicia, żeby przyśpieszyć dostarczanie tlenu i odprowadzanie CO2.
28. Część mózgu Jezusa odpowiedzialna za kontrolę oddychania wymuszała na płucach szybszą pracę, w efekcie czego Jezus zaczął dyszeć.
29. Fizjologiczne odruchy zmuszały Jezusa do brania głębszych wdechów, przez co niezależnie od Swojej woli musiał zwiększać intensywność ruchów na Krzyżu, mimo ciężkiego bólu. Agonalne ruchy występowały kilka razy na minutę, ku radości kpiącego tłumu, rzymskich żołnierzy i Sanhedrynu.
30. Jednakże, ze względu na przybicie do Krzyża i rosnące zmęczenie, nie był w stanie dostarczyć większej ilości tlenu Swojemu niedotlenionemu ciału.
31. Niedotlenienie i nadmiar CO2 powodowały ciągłe zwiększanie tętna i doprowadziły do tachykardii.
32. Serce Jezusa zaczynało bić coraz szybciej, a Jego puls wynosił prawdopodobnie 220 uderzeń na minutę, czyli maksymalny normalnie możliwy do utrzymania.
33. Jezus nie pił nic przez ostatnie 15 godzin, od godziny szóstej wieczorem poprzedniego dnia.
Przeszedł biczowanie, które prawie doprowadziło do Jego śmierci.
34. Całe Jego ciało krwawiło z powodu ran powstałych podczas biczowania, nałożenia korony cierniowej, przebicia nadgarstków i stóp oraz otarć powstałych podczas upadków i bicia w trakcie drogi na Golgotę.
35. Ciało Jezusa było wysoce odwodnione, a Jego ciśnienie krwi niebezpiecznie spadało.
36. Wynosiło prawdopodobnie 80/50.
37. Jezus doznał wstrząsu I stopnia, ze względu na niskie ciśnienie krwi (hipowolemia), nadmiernie szybkie tętno (tachykardia), nadmiernie szybki oddech (tachypnoe) i nadmierne pocenie się (hiperhydroza).
38. Prawdopodobnie, około południa serce Jezusa zaczęło cierpieć na niewydolność.
39. Płuca Jezusa doznały obrzęku i zaczęły napełniać się płynem przesiękowym.
40. To wyłącznie pogorszyło Jego i tak ciężki oddech.
41. Jezus cierpiał na niewydolność serca i płuc.
42. Jezus zawołał "Pragnę", ponieważ Jego ciału krytycznie brakowało płynów.
43. Aby uratować Jego życie, konieczna byłaby dożylna infuzja krwi i osocza.
44. Jezus nie mógł prawidłowo oddychać i powoli się dusił.
45/46. Na tym etapie, Jezus prawdopodobnie doznał wylewu osocza i krwi do osierdzia.
47. Płyny wokół w worku osierdziowym wywołały tamponadę serca, czyli uniemożliwiały prawidłowe jego bicie.
48. Ze względu na rosnącą intensywność pracy serca i zwiększającą się ilość płynów w osierdziu, serce Jezusa dosłownie pękło. Było to prawdopodobnie przyczyną Jego śmierci.
49. Aby spowolnić proces umierania, żołnierze umieścili na Krzyżu małe siedzenie, dając Jezusowi "przywilej" oparcia się na swojej kości krzyżowej.
50. W ten sposób, Jego męka mogła trwać nawet do 9 dni.
51. Gdy Rzymianie chcieli skrócić śmierć, łamali nogi skazańcom, powodując ich uduszenie w ciągu kilku minut. Nazywano to "crucifragium".
52. Około trzeciej godziny po południu Jezus powiedział "Tetelastai", czyli "Wykonało się".
W tej chwili wyzionął Swojego Ducha i umarł.
53. Kiedy żołnierze podeszli, aby złamać mu nogi, był już martwy. Żadna z Jego kości nie została złamana, zgodnie z przepowiednią.
54. Jezus zmarł po sześciu godzinach najbardziej bolesnej i przerażającej tortury jaką kiedykolwiek wynaleziono.
55. Jezus umarł, aby zwykli ludzie, jak Ty i ja mogli trafić do Nieba. Jedyne czego od Ciebie oczekuje, to abyś Go kochał, swojego Pana, swojego Boga, całym swoim sercem, całą swoją duszą, ze wszystkich sił swoich i całym swoim umysłem!
Źródło:
piątek, 28 lutego 2014
5 ciekawostek na temat zachodniej Ukrainy!
Zacząłem dzisiejszym odcinkiem od kraterów... na drogach!
A gdzie takie są? Bynajmniej nie mówię o Polsce, a o zachodniej Ukrainie.
Między innymi można takie tam drogi spotkać:
Ukraina przede wszystkim jest szokiem dla osoby przyzwyczajonej do widoków, które spotyka się w krajach zachodnich takich jak np. Niemcy, Francja czy nawet Włochy. Ba! Nawet względem Polski to jest niezły szok, bo już nawet po przekroczeniu granicy można poczuć się jak w innym świecie - tak jakby cofnąć się o jakieś 20-30 lat wstecz...
Jednak są też plusy, ale o tym dowiecie się z mojego odcinka:
A gdzie takie są? Bynajmniej nie mówię o Polsce, a o zachodniej Ukrainie.
Między innymi można takie tam drogi spotkać:
| (źródło: YouTube) |
Ukraina przede wszystkim jest szokiem dla osoby przyzwyczajonej do widoków, które spotyka się w krajach zachodnich takich jak np. Niemcy, Francja czy nawet Włochy. Ba! Nawet względem Polski to jest niezły szok, bo już nawet po przekroczeniu granicy można poczuć się jak w innym świecie - tak jakby cofnąć się o jakieś 20-30 lat wstecz...
Jednak są też plusy, ale o tym dowiecie się z mojego odcinka:
czwartek, 27 lutego 2014
Ile właściwie mamy kopców w Krakowie?
Nie ukrywam - zostałem trochę sprowokowany swoją niewiedzą!
Tymczasem ostatnimi czasy ruszyłem z projektem kanału YouTube KRAKsplorator, na którym to tworzę, wspólnie z Miłoszem, video poświęcone alternatywnym trasom zwiedzania Krakowa. Tak się stało, że Miłosz jest nowohucianinem z krwi i kości, więc spytał o czym zrobimy pierwszy odcinek, bo jego propozycją jest Kopiec Lutrów. Ja sobie pomyślałem "Że co? Jakich Lutrów?" i mniej więcej, dodając parę brzydszych słów, poprosiłem o udzielenie więcej informacji i rzeczywiście, nie wiedziałem o tym kopcu! Szczęśliwie, dość szybko nakręciliśmy ten odcinek i mogę teraz Wam go zaprezentować, co Wam trochę nakreśli tematykę:
Tymczasem pojawiło się w komentarzach pytanie "A co z Kopcem Jana Pawła II?" i tym razem przecieram oczy, bo znowu zaskoczenie! To jeszcze jest jakiś? Ano jest i w dodatku przez parę miesięcy mijałem go często po parę razy w dniu, bo tak się "rzuca" w oczy, a ponoć Papież był największym Polakiem XX wieku, więc się "postarali". Zresztą zrobiłem zrzut ekranu z tego co prezentuje maps.google.pl to sami możecie porównać wielkość w stosunku do przejeżdżających obok (i do tego nie za dużych) samochodów:
Jeśli ktoś chce się dowiedzieć więcej o nim to zapraszam do Wikipedii, bo jest tam bardzo krótka historia i tutaj nie będę jej cytował.
Tymczasem zapraszam też oczywiście do subskrypcji KRAKsploratora, a także polubienia nas na Facebooku. A jeśli nie jesteście przekonani to pozwólcie, że się sami Wam przedstawimy:
Etykiety:
ciekawostki,
historia,
jana pawła ii,
janek gada,
janek pisze,
kopce,
kopiec,
kościuszki,
kraków,
kraksplorator,
krkspl,
lutrów,
piłsudskiego,
wandy
Lokalizacja:
Kraków, Polska
czwartek, 6 lutego 2014
Odkrywaj ze mną alternatywny Kraków!
Przed Wami pierwszy odcinek KRAKsploratora!
Zapraszam do oglądania:
Zapraszam do oglądania:
Czekam na opinie i co chcielibyście ujrzeć, o czym warto nakręcić kolejne odcinki :)
poniedziałek, 18 listopada 2013
O forcie co pękł na dwie połowy...
Stoi. Od ponad 100 lat! A Ty pewnie dopiero teraz się o tym dowiadujesz.
Fort Rajsko jest zlokalizowany tuż za obwodnicą Krakowa na wysokości Kurdwanowa.
Aby tam dojechać trzeba pokonać szereg malutkich uliczek. Dodatkowo miniemy przy okazji co najmniej jeden inny fort o czym możecie nawet się nie przekonać. Przykład?
Jadąc od ulicy Osterwy można nawet nie zorientować się, że za cmentarzem jest Fort Pancerny 50 1/2 w Kosocicach, ale nie o nim dziś mowa...
Docieramy do Fortu Rajsko, jednego z największych. Sam obiekt jest mocno zniszczony poza osobnym, odnowionym budynkiem dawnej kantyny oficerskiej, gdzie aktualnie znajduje się dom-pracownia jakiegoś artysty (nie dociekałem nigdy kto to).
Czym na początek nas zachwyci to miejsce?
Po pierwsze panoramą na Kraków! Szczególnie jak już liście opadną - wtedy mamy piękny widok w stronę Kurdwanowa, a za plecami...
Fort Rajsko jest zlokalizowany tuż za obwodnicą Krakowa na wysokości Kurdwanowa.
Aby tam dojechać trzeba pokonać szereg malutkich uliczek. Dodatkowo miniemy przy okazji co najmniej jeden inny fort o czym możecie nawet się nie przekonać. Przykład?
Jadąc od ulicy Osterwy można nawet nie zorientować się, że za cmentarzem jest Fort Pancerny 50 1/2 w Kosocicach, ale nie o nim dziś mowa...
Docieramy do Fortu Rajsko, jednego z największych. Sam obiekt jest mocno zniszczony poza osobnym, odnowionym budynkiem dawnej kantyny oficerskiej, gdzie aktualnie znajduje się dom-pracownia jakiegoś artysty (nie dociekałem nigdy kto to).
Czym na początek nas zachwyci to miejsce?
Po pierwsze panoramą na Kraków! Szczególnie jak już liście opadną - wtedy mamy piękny widok w stronę Kurdwanowa, a za plecami...
(źródło: fortyck.pl)
Etykiety:
austria,
austrowegierski,
austrowegry,
ciekawostka,
ciekawostki,
fort,
fortyfikacje,
historia,
janekpisze,
krakow,
krakowskie,
kurdwanow,
pekniety,
rajsko
czwartek, 14 listopada 2013
Czy powinniśmy zarabiać na komunistach?
Jestem przeciwnikiem ustroju PRL. Chyba, że mogę na nim zarobić...
Parę było punktów wyjścia do powstania tego wpisu.
Po pierwsze to urodziłem się kiedy system już solidnie gnił, czyli w 1986 roku. Czy cokolwiek mi zostało w pamięci z tamtych lat? Wiadomo, małe dziecko raczej za dużo nie pamięta, ale mam jakieś takie krótkie przebłyski brudnego, szarego, ciemnego sklepu i kolejki do kasy. Dzisiaj wspomnieniem po tamtym okresie są tylko grube stare rolety spuszczane z góry, bo w miejscu tego sklepu jest bodajże świetlica osiedlowa dla młodzieży. Co jeszcze pamiętam? Jak rozbawiłem mamę mówiąc, że obelisk, który stał przy Rondzie Mogilskim, przynieśli chuligani. Zresztą był on pamięci milicjantów, więc może po części miałem rację o chuliganach... ale czy to nie jest tak, że byli tacy co wierzyli w idealność tego systemu?
Dochodzimy do kolejnego wątku tej sprawy - turyści z zagranicy.
Parę lat wstecz byłem z młodzieżą hiszpańską na wycieczce do Zakopanego. Przejeżdżając przez Poronin, chciałem zagaić legendarną historię o Leninie, na co usłyszałem - a kim był Lenin?
Nikt, absolutnie nikt nie wiedział!
Tak, taki jest poziom edukacji w Unii Europejskiej i taki poziom zaczyna być też w Polsce. Czy nie przesadzam? Niestety, taka jest prawda, bo jestem na bieżąco z racji bliskiej osoby pracującej w gimnazjum. Załamać się idzie kiedy na podstawowe wiadomości z wiedzy ogólnej uczniowie odpowiadają "skąd pani to wiedziała?".
Parę było punktów wyjścia do powstania tego wpisu.
Po pierwsze to urodziłem się kiedy system już solidnie gnił, czyli w 1986 roku. Czy cokolwiek mi zostało w pamięci z tamtych lat? Wiadomo, małe dziecko raczej za dużo nie pamięta, ale mam jakieś takie krótkie przebłyski brudnego, szarego, ciemnego sklepu i kolejki do kasy. Dzisiaj wspomnieniem po tamtym okresie są tylko grube stare rolety spuszczane z góry, bo w miejscu tego sklepu jest bodajże świetlica osiedlowa dla młodzieży. Co jeszcze pamiętam? Jak rozbawiłem mamę mówiąc, że obelisk, który stał przy Rondzie Mogilskim, przynieśli chuligani. Zresztą był on pamięci milicjantów, więc może po części miałem rację o chuliganach... ale czy to nie jest tak, że byli tacy co wierzyli w idealność tego systemu?
(źródło: frogos.org.pl)
Dochodzimy do kolejnego wątku tej sprawy - turyści z zagranicy.
Parę lat wstecz byłem z młodzieżą hiszpańską na wycieczce do Zakopanego. Przejeżdżając przez Poronin, chciałem zagaić legendarną historię o Leninie, na co usłyszałem - a kim był Lenin?
Nikt, absolutnie nikt nie wiedział!
Tak, taki jest poziom edukacji w Unii Europejskiej i taki poziom zaczyna być też w Polsce. Czy nie przesadzam? Niestety, taka jest prawda, bo jestem na bieżąco z racji bliskiej osoby pracującej w gimnazjum. Załamać się idzie kiedy na podstawowe wiadomości z wiedzy ogólnej uczniowie odpowiadają "skąd pani to wiedziała?".
Etykiety:
biznes,
ciekawostki,
historia,
janekpisze,
komunisci,
komunizm,
krakow,
krakowskie,
narodowa,
nowa huta,
obelisk,
patriotyzm,
rondo mogilskie,
swiadomosc,
tozsamosc
niedziela, 3 listopada 2013
O willi oraz tramwajach... czyli nowe rzeczy na dawnotemuwKrakowie.pl
Pamiętacie moje wpisy o tramwajach na Rynku Głównym oraz o Willi na wyspie tuż pod Wawelem?
Dla przypomnienia:
http://janekpisze.blogspot.com/2013/10/tramwajem-przez-brame-florianska-az-do.html
http://janekpisze.blogspot.com/2013/10/co-aczy-ze-soba-mydo-imponujaca-willa-i.html
A dzisiaj, w nawiązaniu do tematu dwa najnowsze wpisy na dawnotemuwkrakowie.pl:
Dla przypomnienia:
http://janekpisze.blogspot.com/2013/10/tramwajem-przez-brame-florianska-az-do.html
http://janekpisze.blogspot.com/2013/10/co-aczy-ze-soba-mydo-imponujaca-willa-i.html
A dzisiaj, w nawiązaniu do tematu dwa najnowsze wpisy na dawnotemuwkrakowie.pl:
Nie mam pojęcia czy to przypadek czy ktoś u mnie podejrzał te dwa tematy, jakkolwiek...polecam!
czwartek, 31 października 2013
Zamach na Lenina!
Pora na dzisiejszy seans wieczorny...
Wracamy do Nowej Huty i do filmu Jerzego Ridana o historii tej dzielnicy Krakowa...
Dzisiaj mocny temat - zamach na Lenina!
Wracamy do Nowej Huty i do filmu Jerzego Ridana o historii tej dzielnicy Krakowa...
Dzisiaj mocny temat - zamach na Lenina!
Taki komentarz ktoś wrzucił na Wykopie do tego filmu (bez cenzury):
"Masz tu czapkę, nowe buty,
I spierdalaj z Nowej Huty"
-autor nieznany(?)
poniedziałek, 28 października 2013
Jak powstała Nowa Huta?
Byliśmy już na obrzeżach Nowej Huty, zatem pora przybyć prosto na Plac Centralny!
Wpierw rzut z góry:
Wpierw rzut z góry:
(źródło: http://media.rynekpierwotny.com)
A teraz... nic więcej na napiszę tylko zapraszam na projekcję ;)
piątek, 25 października 2013
Co łączy drukarnię z Bramą Skawińską? ...czyli ciąg dalszy wędrówek po Kazimierzu...
Przeglądając ortofotomapy Krakowa oraz Wikimapię, a także szperając po różnych źródłach, zaciekawił mnie temat Bramy Skawińskiej, a co za tym idzie postaci Hieronima Wietora. Dlaczego?
Na teoretycznie obrzeżach Kazimierza, ale praktycznie, bo historycznie, w bardzo ważnym punkcie, istnieje parę punktów - miejsc, którym warto się przyjrzeć.
Opisywałem już Wam parę wpisów temu (link: http://janekpisze.blogspot.com/2013/09/czy-plac-wolnica-kiedys-by-wielkosci.html) na temat Placu Wolnica - teraz podążymy jedną z odnóg, a mianowicie ulicą Skawińską.
Jak sama nazwa wskazuje ulica prowadziła kiedyś do Skawiny, a po drodze była Brama Skawińska, wychodząca z miasta Kazimierza.
W aktualnym stanie nie zachowały się nawet relikty Kościoła Świętego Jakuba, który stał w miejscu aktualnego nowoczesnego placu zabaw na bulwarach, nie zachowały się też mury obronne, chociaż jak to jest naprawdę?
Rzekomym miejscem przechodzenia murów jest pas kamienisty, stworzony przy powstałym parę lat temu apartamentowcu:
Połączmy to z dodatkowymi faktami:
Co to jeszcze nam mówi?
Myślę, że to, że Kazimierz miał od początku nietypowy sposób ułożenia obiektów, które de facto nie skupiają się tylko wokół średniowiecznego rynku, co zresztą później też się przełożyło na umiejscowienie kolejnych obiektów, kiedy stał się dzielnicą miasta.
Nie zapominajmy też, że po drugiej stronie mamy część żydowską, która też ma własne główne miejsca "życia", ale o tym podziale też już pisałem parę postów wcześniej.
Czy dzięki takim inicjatowym jak drukarnia Hieronima Wietora miasto Kazimierz wyrasta na ważny ośrodek przemysłowy?
Niech odpowie nam cytat z Wikipedii:
Myślę, że te parę zdań nam całkowicie rozwiewa wątpliwości, a pytanie pozostaje retorycznym.
Zatem jest to kolejny dowód na wyjątkowość tego miejsca, jakim jest krakowski Kazimierz...
http://pl.wikipedia.org/wiki/Hieronim_Wietor
Na teoretycznie obrzeżach Kazimierza, ale praktycznie, bo historycznie, w bardzo ważnym punkcie, istnieje parę punktów - miejsc, którym warto się przyjrzeć.
Opisywałem już Wam parę wpisów temu (link: http://janekpisze.blogspot.com/2013/09/czy-plac-wolnica-kiedys-by-wielkosci.html) na temat Placu Wolnica - teraz podążymy jedną z odnóg, a mianowicie ulicą Skawińską.
Jak sama nazwa wskazuje ulica prowadziła kiedyś do Skawiny, a po drodze była Brama Skawińska, wychodząca z miasta Kazimierza.
W aktualnym stanie nie zachowały się nawet relikty Kościoła Świętego Jakuba, który stał w miejscu aktualnego nowoczesnego placu zabaw na bulwarach, nie zachowały się też mury obronne, chociaż jak to jest naprawdę?
Rzekomym miejscem przechodzenia murów jest pas kamienisty, stworzony przy powstałym parę lat temu apartamentowcu:
Z kolei Wikimapia wskazuje teren przy placu zabaw na końcu ulicy Paulińskiej.
Oczywiście, jest to "rozrzut" nieduży, ale jednak...
W dodatku od ulicy Skawińskiej odchodzi ulica Hieronima Wietora, zwana potocznie w okolicy "boczną Skawińską".
Teraz pytanie skąd nazwa ulicy? Kim był imiennik tej okolicy?
O tym dowiadujemy się z Wikipedii:
Przyjechał na studia do Krakowa i zadomowił się w nim. W roku 1497 zapisał się na Akademię Krakowską, w dwa lata zdobył stopień bakałarza nauk wyzwolonych. Zajął się introligatorstwem, także drukarstwem. Nie mogąc wytrzymać konkurencji ze strony Jana Hallera, Wietor przeniósł się w 1510 roku do Wiednia, gdzie zaczął drukować w spółce z wiedeńskim drukarzem. Ich drukarnia była dobrze wyposażona. Spółka przetrwała do 1515 r., kiedy to obaj założyli własne oficyny. W 1517 r. powierzył drukarnię synowi Florianowi, a sam powrócił do Krakowa. Początkowo współpracował z Markiem Szarffenbergiem, ale już rok później rozwinął własną wielką drukarnię w wieży przy Bramie Skawińskiej (zburzonej w 1816 r.) naKazimierzu, a w 1522 r. dobudował obok niej także młyn papierniczy. W 1527 r. otrzymał godność typografa królewskiej kancelarii Zygmunta Starego.Tak więc mamy w dodatku informację, że od XVI wieku Brama nie tylko stanowiła obiekt obronny... ale była też obok niej drukarnia!
Połączmy to z dodatkowymi faktami:
Kościół pw. św. Jakuba Apostoła – nieistniejący kościół, wznoszący się na terenie obecnej krakowskiej dzielnicy Kazimierz, do końca XVIII w. suwerennego miasta, w jego południowo-zachodnim narożniku, w pobliżu miejskich murów obronnych, a konkretnie Bramy Skawińskiej, na wzniesieniu nad zakolem Wisły.Mamy zatem w obrębie średniowiecznego miasta Kazimierz, położone na skraju, trzy naprawdę ważne obiekty:
Co to jeszcze nam mówi?
Myślę, że to, że Kazimierz miał od początku nietypowy sposób ułożenia obiektów, które de facto nie skupiają się tylko wokół średniowiecznego rynku, co zresztą później też się przełożyło na umiejscowienie kolejnych obiektów, kiedy stał się dzielnicą miasta.
Nie zapominajmy też, że po drugiej stronie mamy część żydowską, która też ma własne główne miejsca "życia", ale o tym podziale też już pisałem parę postów wcześniej.
Czy dzięki takim inicjatowym jak drukarnia Hieronima Wietora miasto Kazimierz wyrasta na ważny ośrodek przemysłowy?
Niech odpowie nam cytat z Wikipedii:
Drukował przeważnie w języku polskim, w łacinie i po niemiecku. W jego oficynie ukazały się pierwsze druki w języku węgierskim i greckim, a także pierwszy podręcznik do nauki języka polskiego, Polskie książeczki ku uczeniu się polskiego, przedrukowany w 1539 roku pod innym tytułem, Wokabularz rozmaitych.. sentencyi. W 1536 r. został ukarany za drukowanie i rozpowszechnianie broszur innowierczych (drukował np. prace Marcina Lutra).Ogólny dorobek drukarni Wietora wynosi ponad 550 pozycji. Po śmierci drukarza oficynę przejęła żona, Barbara, która prowadziła ją przez 4 lata (1546-1550) sama, a następnie przy pomocy przyszłego męża, Łazarza Andrysowicza ze Strykowa. W 1577 roku po śmierci Łazarza, interes drukarski przejął syn jego i Barbary, Jan Januszowski, który rozwijał tłocznię jako Oficynę Łazarzową.
Myślę, że te parę zdań nam całkowicie rozwiewa wątpliwości, a pytanie pozostaje retorycznym.
Zatem jest to kolejny dowód na wyjątkowość tego miejsca, jakim jest krakowski Kazimierz...
http://pl.wikipedia.org/wiki/Hieronim_Wietor
wtorek, 22 października 2013
Dzisiaj szkoła, kiedyś więzienie hitlerowców...
Po długiej przerwie powracam, ale niestety jestem zawalony materiałem (praca) oraz cały czas nie do końca zdrowy (przeziębiony).
Dzisiaj troszkę nawiązanie do jednego z pierwszych postów (link: http://janekpisze.blogspot.com/2013/09/warto-czytac-ksiazki-czyli-jak-liceum.html), a mianowicie moich czasów szkolnych, a dokładniej licealnych.
Niestety, nie wspominam ich tak dobrze jak czasów gimnazjum (pierwszy rocznik reformy, wielki chaos, ale o tym kiedy indziej), które to dla mnie były nazwijmy to czasem "złotym", ale takie rzeczy docenia się po latach.
Pominę moje perypetie związane z przeprowadzkami licealnymi z klasy do klasy, bo nie czas na "taką prywatę", ale napiszę na temat budynku.
VI Liceum Ogólnokształcące w Krakowie nie zawsze było przy ulicy Wąskiej na krakowskim Kazimierzu. Kiedy moja babcia (!) kończyła szkołę, a była to też "szóstka", znajdowała się ona przy ulicy Starowiślnej. Później przeniesioną ją na ulicę Skałeczną, gdzie aktualnie znajduje się Wyższe Seminarium Duchowne Zakonu Paulinów.
Z ciekawostek, już wtedy uczyła tam (lata 70?), ta sama nauczycielka biologii co mnie te zaledwie parę lat wstecz. Jak widać nauczyciele są długiowieczni...
Ciekawa jest też historia aktualnego budynku i do tego właśnie zmierzam (cytat z http://www.sztetl.org.pl/en/article/krakow/11,synagogues-prayer-houses-and-others/22051,powszechna-szkola-zydowska-ul-waska-5-/):
Przerażające historie związane z tym miejscem, potęgowane są często przez samych nauczycieli. Przykładowo, pamiętam jeden z opisów dotyczący sali przy samej portierni, w którym ponoć znajdowały się cele dla kobiet.
Nie piszę tego wszystkiego by zrazić potencjalnych kandydatów na uczenie się w tym miejscu, jednak muszą się oni zmierzyć z "bagażem" tego miejsca, bo ta świadomość mnie parę razy niszczyła.
Najdziwniejsze to było uczucie pustych korytarzy przy zachodzącym słońcu, kiedy miałem na popołudnie do szkoły, i konfrontacji tego naprawdę przyjemnego widoku z tą porażającą historią.
Jeśli ktoś jest zainteresowany historiami obiektów bliskich temu to zapraszam też:
- http://janekpisze.blogspot.com/2013/09/czy-plac-wolnica-kiedys-by-wielkosci.html
- http://janekpisze.blogspot.com/2013/10/koscielny-kort-tenisowy-na-kazimierzu.html
- http://janekpisze.blogspot.com/2013/10/czemu-mi-kadka-bernatka-w-pejzazu-nie.html
Dzisiaj troszkę nawiązanie do jednego z pierwszych postów (link: http://janekpisze.blogspot.com/2013/09/warto-czytac-ksiazki-czyli-jak-liceum.html), a mianowicie moich czasów szkolnych, a dokładniej licealnych.
Niestety, nie wspominam ich tak dobrze jak czasów gimnazjum (pierwszy rocznik reformy, wielki chaos, ale o tym kiedy indziej), które to dla mnie były nazwijmy to czasem "złotym", ale takie rzeczy docenia się po latach.
Pominę moje perypetie związane z przeprowadzkami licealnymi z klasy do klasy, bo nie czas na "taką prywatę", ale napiszę na temat budynku.
VI Liceum Ogólnokształcące w Krakowie nie zawsze było przy ulicy Wąskiej na krakowskim Kazimierzu. Kiedy moja babcia (!) kończyła szkołę, a była to też "szóstka", znajdowała się ona przy ulicy Starowiślnej. Później przeniesioną ją na ulicę Skałeczną, gdzie aktualnie znajduje się Wyższe Seminarium Duchowne Zakonu Paulinów.
(źródło: Wikimapia)
Z ciekawostek, już wtedy uczyła tam (lata 70?), ta sama nauczycielka biologii co mnie te zaledwie parę lat wstecz. Jak widać nauczyciele są długiowieczni...
Ciekawa jest też historia aktualnego budynku i do tego właśnie zmierzam (cytat z http://www.sztetl.org.pl/en/article/krakow/11,synagogues-prayer-houses-and-others/22051,powszechna-szkola-zydowska-ul-waska-5-/):
Powszechna Szkoła Żydowska znajdowała się przy ul. Wąskiej 7, a właściwie na skrzyżowaniu ulic Wąskiej i św. Wawrzyńca. Murowany budynek został zbudowany w stylu historyzmu w latach 1905–1906 według projektu krakowskiego architekta Jana Zawiejskiego. W czasie drugiej wojny światowej obiekt zajęło wojsko niemieckie, urządzając w nim „przejściowy obóz pracy”, w którym przetrzymywano więźniów, wysyłanych następnie do Niemiec. Obecnie budynek stanowi siedzibę VI Liceum Ogólnokształcącego im. Adama Mickiewicza. Na fasadzie znajduje się tablica upamiętniająca ofiary obozuNiedawno temu, przy okazji spaceru jesiennego, wykonałem takie zdjęcie tej tablicy:
(źródło: mój telefon)
Nie piszę tego wszystkiego by zrazić potencjalnych kandydatów na uczenie się w tym miejscu, jednak muszą się oni zmierzyć z "bagażem" tego miejsca, bo ta świadomość mnie parę razy niszczyła.
Najdziwniejsze to było uczucie pustych korytarzy przy zachodzącym słońcu, kiedy miałem na popołudnie do szkoły, i konfrontacji tego naprawdę przyjemnego widoku z tą porażającą historią.
Jeśli ktoś jest zainteresowany historiami obiektów bliskich temu to zapraszam też:
- http://janekpisze.blogspot.com/2013/09/czy-plac-wolnica-kiedys-by-wielkosci.html
- http://janekpisze.blogspot.com/2013/10/koscielny-kort-tenisowy-na-kazimierzu.html
- http://janekpisze.blogspot.com/2013/10/czemu-mi-kadka-bernatka-w-pejzazu-nie.html
Etykiety:
ciekawostka,
ciekawostki,
hitlerowcy,
kazimierz,
krakow,
krakowskie,
kraków,
liceum,
szkoła,
tablica,
vi,
vilo,
wiezienie,
wojenne,
wojna,
wspomnienia
środa, 9 października 2013
Co ma wspólnego jedno z głównych skrzyżowań Krakowa z uzdrowiskiem?
Wbrew pozorom, bardzo dużo. Zatem o jakim tutaj mówimy węźle komunikacyjnym?
Życzyć powodzenia firmie w imię tak długiej tradycji istnienia, a nam samym nowego spojrzenia na ten stary budynek, na uboczu Ronda Matecznego.
Rondo Antoniego Matecznego, nazywane potocznie: Rondo Mateczne, Rondo Mateczny, Rondo Na Matecznym, bez którego dzisiaj nie wyobrażamy sobie płynności ruchu w kierunkach na wschód (Wieliczka, obwodnica i autostrada w stronę Tarnowa) i południe (ulica przechodząca poza miastem w Zakopiankę, wraz z odbiciem w stronę Wadowic, Żywca czy Bielska-Białej).
Wspomnę, że tuż obok jest zlokalizowana Zajezdnia Podgórze, utworzona już przed II Wojną Światową.
Pojawiła się ona już w jednym z moich wcześniejszych wpisów (link: http://janekpisze.blogspot.com/2013/10/wisa-jako-rzeka-graniczna-dwoch-panstw.html), kiedy pisałem o "uziemieniu" taboru tramwajowego w 1945 roku, kiedy zostały zniszczone mosty przez wycofujące się faszystowskie wojska niemieckie.
Mimo usilnych starań do zdjęć tej zajezdni nie dotarłem do żadnego w ładnej jakości. Jedyne co mi się udało "wygrzebać":
(źródło: komunikacja.krakow.pl)
Ale wróćmy do tematu...
Rok 1898. Antoni Mateczny szuka na swojej posesji źródła wody pitnej i natrafia na wody mineralne bogate w siarkę i jej związki.
(źródło: matecznyzdroj.pl)
Nie mija nawet dekada i już w 1905 roku pan Antoni otwiera Zakład Kąpielowy Wody Siarczano-Solankowej:
(źródło: podgorze.pl)
Później powstaje linia tramwajowa i zaczyna kursować do uzdrowiska linia nr 6:
(źródło: matecznyzdroj.pl)
Na pewno ciekawostką jest to, że uzdrowisko... czynne jest do dzisiaj!
Również od 1969 roku jest tam rozlewnia profilaktyczno-zdrowotnej wody mineralnej "Krakowianka":
(źródło: matecznyzdroj.pl)
Jak wpłynęła budowa Ronda Matecznego na uzdrowisko?
Tutaj można by dyskutować, ale raczej nie była to szczęśliwa decyzja w perspektywie lat, aż do dzisiaj. Tak naprawdę ile mieszkańców Krakowa, szczególnie przyjezdnych, kojarzy otoczenie tego węzła komunikacyjnego ze źródłem wody mineralnej?
W dodatku budowa skrzyżowania była zrealizowana kosztem wykorzystania terenów uzdrowiskowych.
W dodatku zbieg nieszczęśliwych okoliczności oraz brak nadzoru, spowodował też zdewastowanie zabytkowych pozostałych budynków drewnianych po przeciwległej stronie ronda:
(źródło: krakow.gazeta.pl)
Pozostaje mimo wszystko nutka nadziei, jeśli chodzi o główny kompleks, bo jak czytamy na stronie matecznyzdroj.pl:
W dodatku ma też wrócić na stoły woda mineralna:W roku 2003 posiadłość tą nabyła od spadkobierczyni Spółka IPR i od tego czasu rozpoczyna się nowa historia tego uzdrowiska.
Kraków znów ma szansę na sprzedaż własnej wody mineralnej. Zarządcy ujęć znajdujących się przy Rondzie Matecznego planują budowę pijalni i rozlewni.
- Obecnie czekamy na zatwierdzenie koncepcji zagospodarowania terenu parku przez konserwatora zabytków. Planowana inwestycja przewiduje zadanie na wiele lat między innymi, nowoczesną rozlewnię wody zdrowotnej wraz z powszechnie dostępną pijalnią oraz hotel uzdrowiskowy. Woda lecznicza z Krakowa może trafić do sklepów za około 5 lat – mówi Marta Kostrz, prezes zarządu spółki „Relax Care”, prowadzącej zakład Mateczny.Co pozostaje?
Życzyć powodzenia firmie w imię tak długiej tradycji istnienia, a nam samym nowego spojrzenia na ten stary budynek, na uboczu Ronda Matecznego.
czwartek, 3 października 2013
Co łączy kiełbaski z Nyski pod Halą Targową, zapiekanki Endziora i Pana Makłowicza?
Jestem po lekturze "Bukareszt. Kurz i krew" Małgorzaty Rejmer (do kupienia tutaj), w trakcie "Wanna z kolumnadą" Filipa Springera (do kupienia tutaj), a powoli przymierzam się do książki Roberta Makłowicza pt. "Cafe Museum" (do kupienia tutaj).
Czemu o tym piszę?
Po pierwsze, książkę numer jeden polecam z czystym sercem - zakup wart swojej ceny. Małgorzata Rejmer w niektórych fragmentach opisuje rzeczy dość drastyczne, ale "Bukareszt. Kurz i krew" jest po prostu świetnie napisana.
Jeśli ktoś lubi historyczno-podróżnicze wątki z naprawdę dużą dawką emocji, która po prostu zostawia ślad w nas, to szczerze polecam!
Pozycja numer dwa to opowieść o architekturze polskiej z pozycji reportera Filipa Springera. Ona poraża czym innym - brakiem momentami jakiejkolwiek estetyki w społeczeństwie polskim!
W dodatku często widać warcholstwo i brak chęci porozumienia się, aż po postawę bierną wynikającą z bezradności. Wszystko udokumentowane zdjęciami.
Również jest rozdział poświęcony odwracaniu się od rzeki - ja też już o tym pisałem w kontekście Krakowa (link: http://janekpisze.blogspot.com/2013/10/wisa-jako-rzeka-graniczna-dwoch-panstw.html), a tu patrzymy między innymi na Poznań i Warszawę.
Trzeciej książki jeszcze nie czytałem, jakoś tak przeoczyłem wcześniej (rok wydania 2010), ale Robert Makłowicz kojarzy mi się z pozycją "Zjeść Kraków".
Spytacie mnie: "co ma wspólnego ta książka, jej autor i dwie pozycje obok - słynne kiełbaski i jeszcze słynniejsze zapiekanki?"
Teraz się zdziwicie, bo bardzo wiele, zatem już tłumaczę...
Dobrych parę lat wstecz, życie klubo-kawiarniane mocno zaczynało rozkwitać na Kazimierzu. Czas szalonej młodości licealnej, wchodzenia w dorosłość. Trabant z otwierającymi się drzwiami na zakręcie, pierwsze filmy w śmierdzących, brudnych klatkach schodowych kamienic i szybka Tatanka w Pozorach.
Parę postów temu też opowiadałem o próbie "wtłoczenia" we mnie "książko-wstrętu" (link: http://janekpisze.blogspot.com/2013/09/warto-czytac-ksiazki-czyli-jak-liceum.html), ale między innymi w tym czasie przeczytałem książkę, która zainspirowała mnie do poznawania Krakowa.
Moim prywatnym zdaniem, ma ona też wartość inną - można rzec "marketingową". W jakim sensie?
Robert Makłowicz był już wtedy tym "znanym panem z telewizora", tworzył powoli swoją markę i miał dużą wiedzę... historyczną, która wraz z lekkością pisania oraz znajomością gotowania przełożyła się na tą pozycję pod tytułem "Zjeść Kraków".
Właśnie w tej książce pojawiają się opisy miejsc, które warto odwiedzić na kulinarnej mapie Krakowa i często nie są to drogie restauracje, tylko miejsca takie jak Okrąglak na Placu Nowym, gdzie Pan Andrzej sprzedawał smaczne zapiekanki, a jego punkt gastronomiczny nosił nazwę Endzior.
(źródło: prowincjalnawioska.blox.pl)
Swoją drogą, po tylu latach Endzior zmienił swoje miejsce "postoju" na dawny budynek po-rzeźniczy przy Galerii Kazimierz, a chyba też tylko sama nazwa została, bo doszły mnie słuchy o chorobie Pana Andrzeja.
Cóż, życie się toczy i wszyscy się starzejemy, taka kolej rzeczy. Czego życzyć można wszystkim? Po pierwsze dużo zdrowia, reszta jakoś się potoczy...
Tutaj na sam koniec tej "zapiekanka story" jeszcze coś o Panu Andrzeju, bo był/jest (zastanawiam się w jakim czasie to pisać) to specyficzny człowiek i trudno było czasem go zrozumieć, ale potrafił zaskoczyć człowieka. Ja raz pamiętam sytuację gdy ze znajomymi zamówiliśmy parę zapiekanek, przy czym podając dwie pierwsze na jednej napisał keczupem "ZJEDZ" a na drugiej "MNIE" i podawał w odpowiedniej kolejności.
Raczej o kotletach, a dokładniej kotletach-ogromach, nazywanych Sękaczami, pokrytych dużą ilością kapusty, których to często nawet w menu nie było!
Wszystko to i jeszcze więcej wynikało z tego niesamowicie specyficznego jego podejścia - wręcz rzekłbym artystycznego!
(źródło: http://archiwum.alchemia.com.pl)
Czas licealny, a także początków, zresztą niedokończonych, studiów to Kraków klubowy. Okres przed najazdem Anglików oraz w trakcie jego trwania. Można by rzec - czas pewnego boomu - gdzie w mniejszych i większych piwnicach zaczyna się kręcić biznes związany z siedzeniem nad kuflem piwa albo przeciskaniem się na parkiet. Stare Miasto tętni - okolice Rynku Głównego w tanecznym rytmie, a Kazimierza w rytmie "posiadówek".
Aby dojść z punktu Plac Nowy do punktu Rynek Główny zazwyczaj wybiera się ulicę Starowiślną. Jednak w pewnym momencie następuje pewna korekta, a może wręcz zator?
Określiłbym to jako oś, a dokładniej oś Wielopole 15 (Kitsch, Caryca, Łubu-Dubu) - Kiełbaski pod Halą Targową.
Jak wiemy pewne zawalone schody (jeśli ktoś ma lukę w pamięci: http://www.gazetakrakowska.pl/artykul/469784,krakow-schody-w-kitschu-spadly-ludziom-na-glowe,id,t.html), zawaliły też tą oś i zostały nam wszystkim tylko smaczne kiełbaski.
(źródło: www.radiokrakow.pl)
Skąd takie zainteresowanie?
Tak mówią o nim właściciele (fragment artykułu: http://lovekrakow.pl/artykuly/przypadek-stworzyl-legende-czyli-o-kielbaskach-z-niebieskiej-nyski_578.html):
– Na początku wspierali nas koledzy z taksówek, zawsze przyjeżdżali w nocy po kiełbaskę, a potem ludzie sami nas zauważyli, przekonali się, że mamy dobre jedzenie i tak, z dnia na dzień, klientów przybywało. Co ciekawe, w ogóle się nie reklamujemy, a wszyscy o nas wiedzą. Nawet pan Makłowicz często u nas bywał –
Właśnie! Ja uważam, że fenomen kiełbasek wziął się z książki Pana Roberta Makłowicza. Właśnie w książce "Zjeść Kraków" opowiada o wyjątkowości kiełbas serwowanych prosto z Nyski. Na czym ona polega?
Kiełbaski te są specjalnie robione w Liszkach pod Krakowem, a kto nie zna kiełbasy lisieckiej?
Sama Wikipedia nam mówi:
Panowie prowadzący "biznes z Nyski" tak mówią o swoich kiełbaskach (fragment artykułu: http://lovekrakow.pl/artykuly/przypadek-stworzyl-legende-czyli-o-kielbaskach-z-niebieskiej-nyski_578.html):Kiełbasa lisiecka jest wytwarzana z wysokiej jakości mięsa wieprzowego, głównie z szynki (85% składu). Posiada kształt wianka o średnicy 35–40 cm. Zewnętrzna powłoka ma kolor ciemnobrązowy, wynikający z procesu naturalnego wędzenia, jest lśniąca i lekko pomarszczona, sucha w dotyku. Kiełbasa ma około 52 mm grubości. W jej przekroju widoczne są jasne kawałki mięsa szynkowego, otoczone ciemniejszym farszem mięsnym. Kiełbasa lisiecka posiada smak doprawionego mięsa wieprzowego z delikatnymi aromatami pieprzu i czosnku.Produkowana jest z mięsa wieprzowego klasy "E", o zawartości chudego mięsa 55–60%. Mięso nie może być konserwowane w żaden inny sposób poza schładzaniem. Pozostałymi składnikami są świeży czosnek, peklosól i mielony biały pieprz. Mięso jest krojone w kostkę o wymiarze 3-5 cm, a następnie peklowane przez 2–4 dni. Po peklowaniu mięso przeznaczone na farsz jest dwukrotnie mielone, po czym mieszane z czosnkiem i pieprzem. Następnie mięsem wypełnia się osłonki (białkowe lub naturalne jelita wołowe) i pozostawia na tzw. osadzenie na 2 godziny. Później kiełbasy wędzi się i piecze w tradycyjnej wędzarni komorowej, w której pali się drewnem olchowym, bukowym lub z drzew owocowych. Cały proces składa się z osuszania, wędzenia i pieczenia, i trwa 3,5 – 4,5 godziny.Kiełbasa lisiecka może być produkowana w granicach gmin Liszki i Czernichów w województwie małopolskim. W celu ochrony nazwy pakowana jest w etykietę zgodną ze specyfikacją Unii Europejskiej, wspólną dla wszystkich producentów. Na etykiecie wyszczególnione jest miejsce produkcji.
– Kiełbasę bierzemy od prywatnego dostawcy. Robi taką, żeby była jak trzeba, z prawdziwego mięsa, a nie z resztek. Pieczemy ją na drewnie bukowym, stąd ich pyszny smak – mówi Aleksander Malik, sprzedawca spod Hali Targowej. – Zawsze świeże i smaczne – dodaje.A Wy zobaczcie ją z bliska //tutaj mały EDIT, bo źródło "wygasło"//:
(źródło: https://www.facebook.com/pages/Kie%C5%82baski-z-Niebieskiej-Nyski-spod-Hali-Targowej/176193942537323)
Do tego dodajmy dobrej jakości bułki oraz niesamowity klimat tej starej Nyski.
Rekomendacja Pana Roberta Makłowicza z wysoką jakością produktu w nietypowym miejscu musiała przynieść skutek pozytywny. Nie mogę odpowiedzieć czy to legenda czy prawdziwa historia, ale słyszałem, że nawet sama Pani Jolanta Kwaśniewska przyjechała kiedyś skosztować tych smaków.
Dlatego tym bardziej wszystkim polecam poznawać Kraków od kulinarnej strony, następnie iść ładnie wymyć rączki i wziąć się za lekturę polecanej książki (oraz trzech pozostałych pozycji oczywiście też!), bo naprawdę dla mnie "Zjeść Kraków" to esencja tzw. "must be there", czegoś czego nie warto ominąć, a raczej prawidłowo określając - gdzie warto wracać dużo razy i polecać wszystkim!
Z podobnym założeniem zostawiam Was względem mojego bloga...
Etykiety:
ciekawostka,
ciekawostki,
endzior,
hala targowa,
kazimierz,
kiełbasa,
kiełbaska z nyski,
kitsch,
kraków,
lisiecka,
nyska,
plac nowy,
robert makłowicz,
zapiekanka,
zjeść kraków
środa, 2 października 2013
Kościelny kort tenisowy na Kazimierzu?
Ta notka będzie wyjątkowo krótka, ponieważ sam nie posiadam dużej wiedzy na ten temat, ale jest to moja ciekawość, która wynikła z przeglądania Map Wujka Googla...
Jednak na wstępie napiszę - nie jest to żaden atak, ani moja złośliwość w stronę Kościoła, a tym bardziej w stronę Zakonu. Po prostu wzbudziło to moją ciekawość i tyle!
Kościół Bożego Ciała, o którym już wspominałem we wpisie o Placu Wolnica, posiada duży teren wokół obiektu sakralnego. W skład niego wchodzą też ogrody. Tak to wygląda na podstawie strony Wikimapia.org:
Prawdą jest, że znam to miejsce dość dobrze. Może nie jak własną kieszeń, ale mając w tym Kościele Pierwszą Komunię Święta oraz Bierzmowanie, ciężko powiedzieć, że jest mi nieznany ten obiekt.
W dodatku będąc "komunistą" zwiedziłem usadowione na tyłach Ogrody Kanoników Regularnych Laterańskich (taką nosi pełną nazwę zakon "zarządzający" Kościołem Bożego Ciała), a obiekt gdzie się znajduje aktualnie elegancki Aparthotel Miodosytnia, znałem jeszcze jako dość zdewastowany budynek z salkami katechetycznymi, zresztą tam do obydwu powyższych wydarzeń byłem przygotowywany.
Przyglądając się bliżej satelitarnemu zdjęciu ujrzałem... kort tenisowy obok tych Ogrodów!
Warto tu też nadmienić, że wspomniana wyżej dawna Zajezdnia Tramwajowa jest też obiektem należącym do Zakonu i aktualnie z tego co wiem jest ona tylko dzierżawiona, podobnie jak budynek po salkach katechetycznych.
Czyżby zatem, wracając do tematu kortu, Zakonnicy wychodzą z założenia w "Zdrowym ciele zdrowy duch"?
Jednak na wstępie napiszę - nie jest to żaden atak, ani moja złośliwość w stronę Kościoła, a tym bardziej w stronę Zakonu. Po prostu wzbudziło to moją ciekawość i tyle!
Kościół Bożego Ciała, o którym już wspominałem we wpisie o Placu Wolnica, posiada duży teren wokół obiektu sakralnego. W skład niego wchodzą też ogrody. Tak to wygląda na podstawie strony Wikimapia.org:
Prawdą jest, że znam to miejsce dość dobrze. Może nie jak własną kieszeń, ale mając w tym Kościele Pierwszą Komunię Święta oraz Bierzmowanie, ciężko powiedzieć, że jest mi nieznany ten obiekt.
W dodatku będąc "komunistą" zwiedziłem usadowione na tyłach Ogrody Kanoników Regularnych Laterańskich (taką nosi pełną nazwę zakon "zarządzający" Kościołem Bożego Ciała), a obiekt gdzie się znajduje aktualnie elegancki Aparthotel Miodosytnia, znałem jeszcze jako dość zdewastowany budynek z salkami katechetycznymi, zresztą tam do obydwu powyższych wydarzeń byłem przygotowywany.
Przyglądając się bliżej satelitarnemu zdjęciu ujrzałem... kort tenisowy obok tych Ogrodów!
Czy ten kort tenisowy rzeczywiście należy do obiektu Księży?
Myślę, że tak. Widać na zdjęciu wyraźną dziurę w żywopłocie, gdzie znajduje się pewnie wejście od strony Ogrodów.
Ciekawostką jest, że szperając w Googlach nigdzie nie znalazłem wzmianki o tym korcie, a sama Wikimapia pomija ten fragment i jego przynależność do któregokolwiek obiektu (poza klasztorem, za murem znajduje się dawna bożnica, restauracja, a po prawej stronie widzimy dawną Zajezdnię Tramwajową, a obecnie ogromną piwiarnię, wynajmowaną na różne duże wydarzenia).
Jak widać również na zdjęciu satelitarnym, obiekt jest używany i zadbany, teraz pytanie kto z niego korzysta?
Warto tu też nadmienić, że wspomniana wyżej dawna Zajezdnia Tramwajowa jest też obiektem należącym do Zakonu i aktualnie z tego co wiem jest ona tylko dzierżawiona, podobnie jak budynek po salkach katechetycznych.
Czyżby zatem, wracając do tematu kortu, Zakonnicy wychodzą z założenia w "Zdrowym ciele zdrowy duch"?
Etykiety:
Bożego Ciała,
ciekawostka,
ciekawostki,
historia,
Kanonicy Regularni Laterańscy,
kazimierz,
kort,
kościół,
krakowskie,
kraków,
stara,
tenisowy,
tramwajowa,
zajezdnia
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Blog Archive
- maja (1)
- października (1)
- sierpnia (1)
- lipca (1)
- czerwca (1)
- maja (1)
- kwietnia (2)
- marca (2)
- lutego (1)
- października (1)
- sierpnia (1)
- lipca (1)
- października (2)
- kwietnia (6)
- stycznia (5)
- maja (8)
- kwietnia (19)
- marca (6)
- lutego (5)
- stycznia (12)
- grudnia (2)
- listopada (29)
- października (30)
- września (20)







