Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabór. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabór. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 listopada 2013

Kolejka wąskotorowa w Krakowie łącząca Salwator z Bielanami?

Brzmi jako świetna atrakcja turystyczna i zapewne taką... była!

Pamiętam jak byłem jeszcze mały. Wtedy często przechodziłem w okolicach skrzyżowania Radziwiłłowskiej oraz Kopernika, tuż przy Kościele Świętego Mikołaja. Znajduje się tam aktualnie Przedszkole Samorządowe Nr 1, a przy nim, na podwórku... ciuchcia!



Pamiętam też jak moja mama wspominała, że ciągnęła ona wagony na Bielany, ale jakoś przez lata zapomniałem o tej historii. Do dziś...

niedziela, 6 października 2013

Czemu mi Kładka Bernatka w pejzażu "nie gra"?

Mglisty poranek niedzielny przywitał chłodem. Będąc w stanie wyraźnie "weselszym" wracałem z nocnych dysput na Starym Podgórzu. Przechodząc przez jeszcze dość "świeżą" Kładkę zwaną popularnie "Bernatka", ale czemu tak nazwana to o tym za moment, spotkałem dwóch jegomości oddających się pewnej czynności, która pozwalała im nadmiar płynów pozbyć się z organizmu wprost do rzeki Wisły. Wokół była mgła, ja też mam to troszkę za mgłą, bo niestety stan nie pomagał mi w rejestrowaniu zdarzeń. Jednak jedna rzecz dobitnie została mi w pamięci.
Zapytałem ów jegomości "Czemu to robicie?" na co usłyszałem "Nowe miejsce to musi być jakaś nowa tradycja". No tak! Z tym to nie pogadam, przecież każdy nawet najmłodszy Krakus powinien wiedzieć, co też zalecam wszystkim przyjezdnym, że w Krakowie tradycja to rzecz święta, dowód?
(źródło: fotosik.pl / autor rysunku: Andrzej Mleczko)


Pewnie zastanawiacie się czemu o tym piszę we wstępie, ale nie lubię tej "rury" za dnia, ale bardzo lubię nocą.
Kładka powstała w latach 2009-2010, jako połączenie Kazimierza z Podgórzem i przybliżenie się miasta do Wisły (więcej o tym w moim wpisie: http://janekpisze.blogspot.com/2013/10/wisa-jako-rzeka-graniczna-dwoch-panstw.html), wokół niej zaczęły powstawać nowe knajpki, puby, restauracje, również na wodzie przycumowane po stronie Kazimierza. 

Czemu Bernatka?
Zobaczmy co nam mówi Wikipedia:
Laetus Bernatek (ur. 4 lipca 1847 w Hodoninie (Morawy), zm. 1927 w Krakowie) – zakonnik należący do Zakonu Bonifratrów, inicjator i organizator budowy gmachu szpitala Bonifratrów w Krakowie[1].
Edukację i katolickie wychowanie uzyskał w młodzieńczych latach w domu rodzinnym. Po ukończeniu 18. roku życia wstąpił do Zakonu Szpitalnego Świętego Jana Bożego. Studiował teologię i farmację na Uniwersytecie Wiedeńskim. Po studiach pracował jako aptekarz w szpitalach prowadzonych przez jego zgromadzenie. Od 1891 roku był przeorem Krakowskiego Konwentu Bonifratrów. Podczas trawiących Kraków w latach 1892-1894 epidemii cholery azjatyckiej i ospy uczynił klasztor szpitalem zakaźnym.
W 1897 rozpoczął budowę nowoczesnego gmachu szpitala. Otwarcie placówki miało miejsce w październiku 1906 roku.
W dodatku tak się składa, że ulicę dalej od kazimierskiego przyczółku, znajduje się ten szpital, co ma jeszcze silniejsze umotywowanie "nazwo-dawców"...

Napisałem wcześniej, że nie lubię wyglądu kładki za dnia, bo wydaje mi się ona jakby to była rura ciepłownicza przerzucona nad Wisłą, za to lubię ją w iluminacji nocą, bo wtedy zmienia swój charakter.
Zresztą sami porównajcie:

(źródło: tarahostel.com)


(źródło: wKrakowie.pl)

Uczciwie jednak muszę przyznać - jak byłem dzieciakiem, przechodząc obok przyczółków nieistniejącego Mostu Podgórskiego, miałem takie wrażenie, że czegoś mi w tym miejscu brak. Taki element, który w danym miejscu powinien być, bo mamy jakąś pozostałość z historii, która wręcz "prosi" o wykorzystanie w przestrzeni.

To teraz trochę starszej historii - kiedy istniał Most Podgórski?
Tak naprawdę nazywał się oficjalnie Mostem cesarza Franciszka Józefa I, miłościwie panującego przez bardzo długi okres czasu, o czym wspominałem już przy okazji opisu wiaduktu kolejowego przy Hali Targowej (link do wpisu: http://janekpisze.blogspot.com/2013/09/pynac-wzduz-dietla-i-wpaw-na-rondo.html), w dodatku (za Wikipedią):
Most Podgórski o konstrukcji drewnianej z kamiennymi filarami wzniesiono w latach 1844–1850. Podczas budowy skorzystano z maszyny parowej sprowadzonej z Gliwic, co wówczas uchodziło za rzecz niezwykłą i absolutną nowość. Z inicjatywą budowy mostu wystąpił Senat Wolnego Miasta Krakowa, chociaż inwestycję kończono po ponownym włączeniu Krakowa do Austrii. Projektantem był inż. Tomasz Kutschera.
Most łączył dzisiejsze ulice Mostową i Brodzińskiego, łącząc tym samym Plac Wolnica z Rynkiem Podgórskim. Umożliwiając sprawny ruch pieszy i kołowy między Krakowem i Podgórzem, był on w XIX w. najważniejszym mostem w okolicy. W 1901 doprowadzono do niego pierwszą w Krakowie linię tramwaju elektrycznego.
Przed wybuchem I wojny światowej most był w złym stanie technicznym, a zbyt gęsto rozmieszczone filary utrudniały żeglugę po Wiśle – noszono się zatem z zamiarem jego rozbiórki. Został on ostatecznie rozebrany w 1925 i do czasu wybudowania mostu Józefa Piłsudskiego zastąpionykładką drewnianą, za przejście po której pobierano opłaty.
Oczywiście już wcześniej w tym miejscu istniały różnego typu przeprawy przez rzekę (również Wikipedia):
W miejscu mostu Podgórskiego przeprawa przed Wisłę istniała od bardzo dawna, początkowo w postaci brodu – było to możliwe, gdyż przed 1880 płynęła tędy jedynie jedna z odnóg Wisły – tzw. Zakazimierka. Dopiero po lokacji Kazimierza w1335 powstał tu pierwszy most.
Dokumenty historyczne świadczą o istnieniu w tym miejscu drewnianego mostu spalonego przez Szwedów w roku 1655 (podczas potopu szwedzkiego). Został on wówczas zastąpiony mostem pływającym zakotwiczonym na wysokości dzisiejszej ul. Staromostowej. Według opisu z 1791 był on zbudowany z luźnych, wzajemnie połączonych, pływających na wodzie belek. [...] Kiedy rusza kra, usuwa się most, a drogę przygotowuje się przez rozsypywanie na lodzie słomy i polewanie jej wodą. Kiedy ma przejeżdżać statek, otwiera się szybko kilka odcinków mostu.
W 1801 u wylotu ulicy Gazowej rozpoczęto budowę nowego mostu – mostu Karola, zniszczonego przez powódź w 1813 i ponownie zastąpionego prostą konstrukcją.
Jak dla mnie tamten most się fajnie prezentował i szkoda, że nie dbano o niego, co spowodowało jego rozbiórkę. Zresztą sami zobaczcie:
(źródło: Wikipedia)

//
EDIT:
Znalazłem coś jeszcze:
(źródło: podgorze.pl)

//

Moje wrażenia estetyczne już wyraziłem wcześniej, teraz pytanie czy kładka jest rzeczywiście dobrym pomysłem?

Moim zdaniem jak najbardziej tak, bo stanowi ona wręcz naturalne połączenie Rynku Podgórskiego z Placem Wolnica, czyli możemy podziwiać Ratusz Podgórski by jakieś 15 minut później podziwiać Ratusz Kazimierski (więcej o Placu Wolnica w moim wpisie: http://janekpisze.blogspot.com/2013/09/czy-plac-wolnica-kiedys-by-wielkosci.html). Kolejną ważną kwestią jest dalszy rozwój turystyki, szczególnie pieszej i rowerowej, której to rozwój znacząco poprawia w okolicy ten obiekt, wolny od samochodów osobowych, autobusów oraz tramwajów, co zawsze w takich "zwężonych" obiektach stanowi ryzyko. Ważne też jest sprytne zastosowanie oddzielnej części dla rowerzystów i pieszych, co też zapobiega kolizjom na Kładce.

Czy przodkowie byliby dumni z takiego obiektu?
Zadałem sobie to pytanie już w momencie oceny "rurowatości" Kładki, ale wynikło ono z czego innego - kwestii użyteczności. Myślę, że nie do końca by byli zadowoleni, bo Kładka Ojca Bernatka jest znakiem naszych czasów, rozwoju (mimo, że dość wolnego) komunikacji opartej na rowerach i zachęceniem do częstszego używania swych nóg w celu przemieszczania się, a przecież przez taki obiekt nie przedostałby się na przykład wóz konny, dlatego gdyby projektanci poszli tropem Mostu Podgórskiego myślę, że obiekt też lepiej wpisałby się w pejzaż dzienny, szczególnie pod kątem patrzenia na nią ze starym Mostem Piłsudskiego w tle, który mi po prostu ten widok nie gra, w dodatku ciężko w wyszukiwarce znaleźć fotografię, która prezentuje taki widok...

(źródło: praktycznyprzewodnik.pl)

Ocenę czy tylko mnie to nie pasuje, pozostawiam Wam, życząc udanych spacerów nad Wisłą nie tylko w słoneczne dni...






wtorek, 1 października 2013

Wisła jako rzeka graniczna dwóch państw...

Uzupełniając wpis http://janekpisze.blogspot.com/2013/09/pynac-wzduz-dietla-i-wpaw-na-rondo.html dodałem informację o jeszcze jednym moście łączącym Stradom z Kazimierzem, także zapraszam do czytania...
Dalszym ciągiem tej historii są dwa inne wpisy - o Moście Retmańskim (link: http://janekpisze.blogspot.com/2013/10/kim-jest-retman-i-gdzie-ma-most-w.html) oraz o Kładce Ojca Bernatka, czyli lokalizacji dawno temu Mostu Podgórskiego (link: http://janekpisze.blogspot.com/2013/10/czemu-mi-kadka-bernatka-w-pejzazu-nie.html).

Styczeń 1945 roku nie był za szczęśliwy, nie tylko dla ludzi, ale również dla krakowskich mostów na Wiśle - w tamtym czasie istniały trzy mosty drogowe łączące Podgórze z resztą Krakowa, mówimy tu o Moście Dębnickim, Moście Józefa Piłsudskiego oraz Moście Krakusa.



Wszystkie te mosty zostały wysadzone w 1945 roku przez uciekające wojska nazistowskie.

Most Dębnicki odbudowano dopiero w 1951 roku. Skala zniszczeń tego mostu uniemożliwiła jego szybką odbudowę, co widać na zdjęciu:
(źródło Wikipedia)


Szybciej udało się uporać z Mostem Piłsudskiego, bo już został oddany w 1948 roku. Tutaj głównym problemem było zawalone przęsło po stronie Podgórza:
(źródło: ze-swiata.pl; w tle widać kładkę poprowadzoną wzdłuż mostu)

(źródło: krakow.gazeta.pl; tak wyglądał most kiedy go budowano w 1933 roku, czyli niecałe 12 lat ostał się - dzisiaj mówi się o nim: "najbardziej krakowski z krakowskich mostów")



Najszybciej gotowy był do użytku Most Krakusa, bo już w 1945 roku. Przy czym od 1968 roku rozpoczęto jego przebudowę, nad czym ubolewam...

Zresztą porównajcie sobie sami:
Dawny wygląd:
(źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe)

(źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe)

(źródło: fotopolska.eu)

//
EDIT:
Dzięki pomocy Archiwum Narodowego w Krakowie, udało mi się dotrzeć do serii zdjęć z budowy Mostu Krakusa w latach 1910-1911:
(źródło: Archiwum Narodowe w Krakowie)

(źródło: Archiwum Narodowe w Krakowie)

(źródło: Archiwum Narodowe w Krakowie)

Więcej informacji i zdjęć pod tym linkiem:
//




Aktualny wygląd / Aktualna nazwa Powstańców Śląskich /:
(źródło Wikipedia)

(źródło Wikipedia)

(źródło Wikipedia)


Spróbowałem podpytać swoją babcię na temat tego jak wyglądało wtedy komunikacja - w końcu miasto było po prostu "przedzielone". Z tego co się dowiedziałem, w 1945 roku często wybieranym środkiem transportu była łódź (mniemam, że mówimy o okresie kiedy już zima przeszła) i mali przewoźnicy wykonywali te przepływy przez rzekę, chociaż babcia stwierdziła, że nie czuł się człowiek w nich bezpiecznie.

Dużo większy problem stanowiła komunikacja miejska, bo przecież już wtedy istniała zajezdnia Podgórze i to tam większość taboru została po prostu uziemiona.

Czemu taki tytuł mojego postu?
Na początku chciałem Wam uświadomić jak ważną w przestrzeni miejskiej Krakowa jest Wisła, nawet w tej nowszej historii, nie zapominając o strachu przy powodziach w ostatnich 20 latach kiedy "cudem" Most Dębnicki nie "popłynął" z nurtem, ale jeszcze ważniejsza była jej rola w XIX wieku, dlaczego tak uważam?

Koniec XVIII wieku - pierwszy rozbiór Polski, granicę między zaborem austriackim a pruskim stanowi... Wisła. Wtedy Podgórze zaczyna swoją ekspansję (cytat z Wikipedii):
W 1784 r. cesarz Józef II nadał Podgórzu prawa wolnego miasta królewskiego
Tutaj zaczynają się perypetie miasta Podgórze na przestrzeni dosłownie paru lat - od 1810 roku miasto włączone zostaje do Krakowa i znowu w 1815 roku odłączone. Znów Wisła staje się granicą państw.
(źródło Wikipedia)

Taki stan rzeczy trwał do 1846 roku, kiedy to po wybuchu powstania krakowskiego Austria dokonała aneksji Wolnego Miasta Krakowa do swoich ziem. Dopiero w 1915 roku, prawie 30 lat po tych wydarzeniach, wciąż będąc pod władaniem zaboru Austrii i Węgier, Prezydent Miasta Krakowa Juliusz Leo dokonuje połączenia się na nowo Krakowa z Podgórzem...

Czemu Wam o tym wszystkim piszę?
Sprawa jak dla mnie jest dość istotna ze współczesnego punktu patrzenia się na Wisłę. 
Jak dla mnie ogromnym błędem jest powolne działanie miasta w kierunku pobudzenia bulwarów wiślanych do życia. Cieszą takie inicjatywy jak Projekt P.I.W.O na byłym Hotelu Forum (więcej tutaj:  , ale myślę, że niemały wpływ na tą akcję miało Forum Przestrzenie. Zaś Forum Przestrzenie to inicjatywa prywatna 3 osób.

Nie można tutaj nie dostrzec takich inwestycji jak kładka Ojca Bernatka, tylko czy by powstała, gdyby nie to, że z jednej i drugiej strony - wpierw Kazimierza i później Starego Podgórza -powstały lokale gastronomiczne? Czy gdyby nie ta przemiana wizerunku tych dwóch części Krakowa byłaby taka inwestycja zrealizowana?

Można nie zwrócić uwagi na to, że Kazimierz zrywał piętno "getta", gdzie lepiej po zmroku nie wchodzić. Możemy nie dostrzec, że było to zasługą twórców takich miejsc jak Alchemia. Możemy mówić, że to wzrost zainteresowania historią Krakowa, szczególnie części żydowskiej dzielnicy Kazimierz (o podziale Kazimierza na część chrześcijańską i żydowską: http://janekpisze.blogspot.com/2013/09/czy-plac-wolnica-kiedys-by-wielkosci.html) i chęć poznania historii podgórskiego Getta z czasów II Wojny Światowej. 

Możemy tak na to patrzeć, ale czy naprawdę tylko dlatego zaczęto patrzeć w stronę tych dzielnic i dzielących je rzeki Wisły? 

Moim zdaniem NIE i dlatego też zapraszam do poznawania uroków spacerów nad Wisłą nie tylko w słoneczne dni, bo w końcu to tylko od nas zależy czy aktywujemy całorocznie ten skrawek Krakowa w samym jego sercu...

czwartek, 26 września 2013

Płynąc wzdłuż Dietla i wpław na Rondo Grunwaldzkie, czyli jak się zmieniał Kraków na przestrzeni wieków...

Kraków to historia, historia każdej osoby, która się po nim przemieszcza. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że nie mamy za bardzo tej świadomości, że współtworzymy ją.

Przykładowo idziesz od strony Hali Targowej, przez ulicę Dietla, Most Grunwaldzki, aż do ronda Grunwaldzkiego na Dębnikach.

Może zabrzmi to dość kosmicznie, ale żyjąc jakieś 300 lat wstecz byłoby nierealne wykonać tą trasę pieszo. Ba, jej ostatnią część to nawet nie byłoby wykonalne pokonać około 50 lat temu!

Do czego zmierzam?

Wiadukt przy Hali Targowej wygląda tak:



Ale kiedyś stanowił ten wiadukt kolejowy... most na Wiśle!


Zresztą w linku  http://www.dawnotemuwkrakowie.pl/miniatury/30-dawny-most-na-wisle-a-obecnie-wiadukt-nad-ul-dietlagrzegorzecka/ możecie porównać różnice między kiedyś, a dziś.

Czyli ulica Dietla była rzeką?
Tak i to samą Wisłą! Nieprzypadkowo ulica Starowiślna ma taką nazwę, zresztą niewiele dziś ludzi ma świadomość, że Kazimierz (wtedy miasto) był... wyspą w odnogach Wisły.
Pokazany powyżej most kolejowy stanowił część linii kolejowej łączącej Kraków z Lwowem, która budowana za miłościwie nam panującego Franciszka Józefa I, aż po dziś dzień na terenie Krakowa prowadzi wytyczonym szlakiem w XIX wieku.

Nie ukrywam że, jako krakus, będę pewnie od czasu do czasu więcej pisał na tematy Austro-Węgier, w końcu Kraków wtedy dość prężnie się rozwijał i zmieniał, mimo, że w tym zaborze była dość duża bieda, ale również swoboda. Czemu akurat o tym wspominam?

Pomijając fakt, że Kolej Galicyjska im. Karola Ludwika była tworzona pod zarządem Leona Ludwika Sapiehy, czyli dziadka samego... Kardynała Sapiehy (!), to warto tutaj dodać, przemieszczając się już w stronę Mostu Grunwaldzkiego, że Kraków miał wielu innych wybitnych ludzi w tym czasie.

Dlaczego właśnie nazwa Dietla?
O zgrozo czasem słyszę czytanie nazwiska tego prezydenta nie z wymową "i" tylko "ie", tak samo jak poraża czytanie Focha po polsku, zamiast poprawnie "Fosza" i w sumie w tym miejscu dziwię się Warszawiakom spolszczającym plac Wilsona, chociaż (cytat z Wikipedii):
W opinii Rady Języka Polskiego nazwa placu od chwili nazwania go w okresie międzywojennym była tradycyjnie wymawiana w wersji spolszczonej (podobnie jak np. alei Waszyngtona), z głoską w (miękkie w) na początku i taka wymowa jest nadal zalecana: Ci, którzy sądzą, że należy mówić „plac Łilsona”, po prostu tej tradycji nie znają[2]
 ... jednak zostawmy na boku te łamigłówki słowne i wróćmy do sedna sprawy.

A więc prezydent Józef Dietl, którego popiersie stoi przed magistratem (ups, zapomniałem, że wielu ludzi nie zna tego sformułowania: przed urzędem miasta Krakowa), mógł około 1866 roku stanąć na brzegu odnogi Wisły dzielącej Kraków od Kazimierza i pomyśleć, że trzeba coś z tym do cholery zrobić... No właśnie, cholery - choroby, która się rozwijała dzięki takim miejscom. Jako prezydent wprowadził niezwykły plan uporządkowania tego terenu i zasypania tej odnogi rzeki.
Kiedy dziś patrzymy jak się ślimaczy tempo inwestycji, szczególnie drogowych, to po prostu aż oczy się robią duże kiedy poznamy czas powstania w tym miejscu ulicy - krakowianie potrzebowali na zrobienie tego tylko dwa lata
Dlatego tym prościej zrozumieć czemu pochodzi od imienia prezydenta Krakowa ta ulica, a dodatkowo uświadamia nas, że pas zieleni pośrodku nazywa się Plantami Dietlowskimi, Szkołę Podstawową Nr 11 do której chodziłem (zresztą blisko ulicy Dietla) też nazwano imieniem Dietla, a o pomniku to już wyżej wspomniałem.

A teraz parę zdjęć z dawnych czasów:
Zdjęcia znalazłem na serwisach www.mmkrakow.pl oraz www.ronet.pl 

//
EDIT:
U skrzyżowania dzisiejszych ulic Stradomskiej, Krakowskiej i Dietla stał kiedyś Most Królewski.
Więcej o nim można poczytać tutaj: http://pl.wikipedia.org/wiki/Most_Kr%C3%B3lewski
//

Teraz przemieszczamy się prawie pod Wawel, gdzie koryto rzeki skręcało na wysokości Parafii Wojskowej Św. Agnieszki (swego czasu pamiętam, że "najszybsze" msze w okolicy tutaj były, teraz mi nie wiadomo jak jest) w stronę Wawelu
Nie byłbym sobą gdybym nie wtrącił, że w miejscu gdzie były bagna dzisiaj buduje się ogromny apartamentowiec - wszystkim budowniczym życzę powodzenia przy kładzeniu fundamentów, gdyż łatwo to im nie będzie...

Jednak wróćmy do tematu, znajdujemy się przy aktualnym biegu Wisły, jest powiedzmy rok 1968 i chcemy przedostać się na Dębniki - będzie to wykonalne za pomocą Mostu Dębnickiego albo... jeśli poczekamy przy brzegu jakieś 4 lata, kiedy zostanie zbudowany Most Grunwaldzki łączący Kazimierz/Stare Miasto z Dębnikami. 

Warto tutaj napisać, że oba mosty mają duży mankament - za mały prześwit nad lustrem wody.
Tym sposobem niektórzy pamiętają jak Most Dębnicki był już parę razy zagrożony "odpłynięciem" razem z falą powodziową i jak trzeba było go dociążać m.in. czołgami wojskowymi.

Teraz zapraszam wszystkich na wycieczkę, bo myślę, że będzie to najlepsze uświadomienie sobie jak historia otacza nas... i jak nas przenika. Dlaczego akurat przenika?

Ano dlatego, że wszystko wokół się zmienia i może się okazać, że za "X" lat możemy być jednymi z nielicznych, którzy znali jakieś miejsce "z autopsji" podczas gdy przyszłe pokolenia o tym już nic nie będą wiedziały, bo po prostu tego miejsca... nie będzie takiego samego. 

Jeśli wciąż mi nie wierzycie to przypominam mój wczorajszy wpis... (link: http://janekpisze.blogspot.com/2013/09/jakis-czas-temu-wpado-mi-na-mysl-jak.html)




Blog Archive

Szukaj na tym blogu